niedziela, 23 kwietnia 2017
CHAPTER 23
Harry P.O.V.
Całą noc nie śpię. Boję się, że gdy tylko znajdę się w objęciach Morfeusza ona zniknie. Ta mała istotka z rozrzuconymi na poduszce ciemnymi włosami wtulająca się ufnie w mój bok mogłaby zostać tu już na zawsze.
Nie mam za bardzo pojęcia jak i kiedy to się stało, ale cholera, dziękuje Bogu, że znów pozwolił mi trzymać cały mój świat w ramionach. Nie mogę oderwać od niej wzroku nawet na sekundę. Z dokładnością pedanta skanuje jej twarz, twarz, która śni mi się każdej pieprzonej nocy odkąd odeszła, a właściwie odkąd kazałem jej odejść. Najgorsza z najgorszych decyzji podjętych w moim życiu to właśnie ta, skazująca mnie na życie bez niej. Wiem, że wiele razy zawaliłem, ale teraz gdy już doświadczyłem cierpienia poprzez brak najważniejszej rzeczy w całym tym zasranym żywocie, nie mam zamiaru pozwolić sobie na jej ponowne utracenie. Myślałem, że dam rade. Usilnie starałem się wmówić sobie, że beze mnie jest jej lepiej, że jest bezpieczna, ale kurwa nawet jeśli tak jest to ja jestem pieprzonym egoistą, który nie potrafi funkcjonować bez niej u swojego boku! Z rozmyślań wyrywa mnie Monic, która zaczyna się kręcić. Marzę by pozwoliła mi jeszcze chwilę nacieszyć się jej bliskością bo wiem, że gdy tylko otworzy oczy to wszystko zniknie. Jedyne o czym tak bardzo marzę w tej chwili to to, by nadal tkwić w marzeniach, że przecież tak może być już zawsze. Korzystając z sytuacji, że nadal tkwi w marzeniach sennych składam delikatny pocałunek na czubku jej noska, który ona od razu zabawnie marszczy. Mógłbym tak spędzić reszte mojego żałosnego życia - z nią u boku. Mija może dziesięć minut mojego przyglądania się jej, gdy dziewczyna zaczyna podnosić powieki i jakby czując, że coś jest nie tak jak powinno momentalnie siada. Ze zdezorientowaniem wymalowanym na twarzy rozgląda się po mojej sypialni i dosłownie mogę usłyszeć jak trybiki w jej głowie układają całą tą sytuację w całość. Już teraz wiem jakie będą jej pierwsze słowa i gdy pyta skąd się tu wzięła mentalnie gratuluje sobie za właściwe odczytanie jej myśli.
- Sama tu przyszłaś. Byłaś pijana i chciałaś gadać, a gdy parzyłem Ci herbatę ty zasnęłaś na kanapie. Nie chciałem Cię budzić więc przeniosłem Cię do sypialni. Ot, cała historia...
Dziewczyna w błyskawicznym tempie odrzuciła kołdrę ze swojego ciała i stanęła na równe nogi. Dostrzegając na swoim ciele jedynie moją koszulkę odrobinę się zmieszała, ale widocznie chcąc uniknąć kolejnej wymiany zdań między nami nie skomentowała tego. Dobrze robi, bo wiem, że przyznałbym się do podziwiania jej pół nagiego ciała zdecydowanie za długo. Monic zaczęła chaotycznie rozglądać się po sypialni w poszukiwaniu swoich ubrań i gdy tylko znajduje je na fotelu w rogu pokoju zgarnia je w dłonie i znika za drzwiami łazienki. Mija kilka minut i opuszcza jej wnętrze mając na sobie wczorajsze skąpe ubrania.
- Muszę już iść.
- Nie. Zostań jeszcze. - Wiem, że słyszy błaganie w moim głosie. Kurwa, mogę nawet błagać ją na moich pieprzonych kolanach jeśli to jest właśnie to czego pragnie.
- Harry. Muszę już iść, a raczej w ogóle nie powinnam była tutaj przychodzić.
- Daj spokój Moon. Zostań i porozmawiajmy. Prędzej czy później i tak musimy to zrobić.
-Wybacz, ale jednak wybiorę później, a najlepiej to nigdy.
Pełna determinacji szybko przekroczyła próg mojej sypialni, ale nie pozwolę jej wyjść. Nie tym razem. Już nigdy więcej. Gdy ona trzyma już dłoń na klamce od drzwi wyjściowych i ma opuszczać to mieszkanie, łapię ją za łokieć, odwracam twarzą do siebie i całym swoim ciałem przyciskam ją do ściany w korytarzu mocno całując. Naprawdę mocno.
Uśmiecham się przez pocałunek ciesząc się jak głupi z faktu, że ani przez moment się nie zawahała i od razu oddała moje namiętne pocałunki, które teraz tak właściwie są nasze. Wiem, mówiłem, że musimy porozmawiać, ale teraz liczy się tylko to, że kurwa ona jest tutaj ze mną! Kładę dłonie na tyle jej ud, a ona rozumiejąc mnie podskakuje bym mógł ją podnieść i w jednej chwili znaleźć się znów na łóżku w mojej sypialni. Choć tak bardzo tęskniłem za czuciem jej ust na swoich, za jej palcami wplątanymi w moje włosy to jestem pewien, że nasze pocałunki zostaną dziś tylko i wyłącznie pocałunkami. Do niczego więcej nie dojdzie. Na pewno nie przed naszą rozmową, która zbliża się ogromnymi krokami, a ja nie mogę nic poradzić na to, że sram w gacie ze zdenerwowania bo nie mam pojęcia co nas po tej rozmowie czeka. Możemy szczęśliwi rzucić się w swoje ramiona i już nigdy prze nigdy się nie rozstawać, albo możemy skończyć ze sobą raz na zawsze. Chyba wszyscy doskonale zdają sobie sprawę jak bardzo nienawidzę opcji numer dwa. Dlatego nasze gorące pocałunki w stu procentach mi wystarczają. Wystarczają bo tak naprawdę mogą to być nasze ostatnie pocałunki. Kurwa! Tak bardzo kocham tą kobietę.
poniedziałek, 20 marca 2017
CHAPTER 22
Sky P.O.V
Nigdy nie rozumiałam dlaczego noc traktowana jest jako ta gorsza pora doby. Ludzie ubzdurali sobie, że jest to pora złodziei, gwałcicieli i morderców. Jasne, że tacy wtedy krążą, ale przecież większe prawdopodobieństwo, że ich spotkamy istnieje za dnia. Jestem pewna, że niejednokrotnie mijałam takich w tłumie na ulicy gdy to właśnie słońce górowało na niebie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy, gdzie i co nas czeka w życiu, równie dobrze mogę zginąć podczas strzelaniny w parku, czy na przejściu dla pieszych i w żadnym wypadku nie jest to uzależnione od pory dnia. To irracjonalne, że właśnie ciemność dostała miano tej niebezpieczniejszej części doby. Dzień i noc jako metafora dobra i zła ukazująca wyrównaną walkę? Tylko czym jest dobro, a czym zło? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie, tak jak również nikt nie potrafi określić kto zwycięży w tej bitwie. Dzień zmienia się w noc, a noc w dzień, zawsze tak było, jest i będzie...
Noc tymczasem to moja ulubiona pora. Jest spokojna i prawie żadne hałasy jej nie zakłócają; uwielbiam nocne spacery, kiedy mogę po prostu myśleć o wszystkim co mnie spotyka, uwielbiam patrzeć w gwiazdy leżąc zwyczajnie na kocu w ciepłą noc i czekać na wschód słońca, by obserwować jak noc ponownie przemienia się w dzień, aby gdy przyjdzie czas, wieczorem znów zasnuć miasto. To niesamowite, że całe nasze otoczenie ukazuje nam jak wygląda prawdziwe życie... Przemijanie to tylko jeden z wielu przykładów tego jak świat próbuje nam pokazać, że tak naprawdę nie ma czasu na zastanawianie się nad wszystkimi podejmowanymi decyzjami, nie ma czasu na marnowanie tego, czego mamy tak niewiele. Życie. Nawet nie zwracamy uwagi na to jak szybko czas ucieka nam między palcami, jak prędko wszystko co nas otacza zmienia się z dnia na dzień wraz z nami na czele. Dopiero gdy dociera do nas, że to może być już koniec tej cudownej przygody, którą nazywamy życiem uświadamiamy sobie, że było w nim tak wiele okazji i nie wykorzystanych szans by okazać się lepszym - nie tylko dla nas, ale również dla naszych bliskich.
Dzisiejsza noc jest jedną z najpiękniejszych jakie przeżyłam do tej pory. Nie wiem czy to za sprawą ciszy w tym wielkim mieście, blasku ulicznych lamp, czy po prostu bijącego ciepła z mojej prawej strony. Odkąd wyszliśmy z klubu Zayn nie odezwał się ani słowem, ale w sumie nie mam mu tego za złe - sama również milczę ciesząc się tą nieskrępowaną chwilą ciszy. Idziemy ramię w ramię nie dotykając się nawet najmniejszym skrawkiem naszej skóry, a ja czuje się tak niesamowicie na miejscu. Nie potrzebuje czuć jego palcy splątanych z moimi czy ciepła ramienia oplatającego moją talię. W zupełności wystarcza mi dźwięk jego oddechu i odgłosy stawianych przez niego kroków. Przekręcam głowę by ocenić zmiany jakie w nim zaszły od naszego ostatniego spotkania, ale niewiele tego jest. Jego włosy odrobinę dłuższe wciąż zaczesane są w ten sam sposób, ten sam delikatny zarost na jego policzkach i wciąż ten sam czarny strój ze skórzaną kurtką na czele. Patrząc tak na niego widzę wspomnienie nas siedzących na kanapie w jego mieszkaniu oglądających Batmana tak jakby to było wczoraj. Tęskniłam? Jasne. Dlaczego? Nie mam bladego pojęcia.
- Zayn?
- Tak? - przewiercił mnie swoim stanowczym wzrokiem, a ja pod jego wpływem przystanęłam w miejscu automatycznie powstrzymując go przed wykonaniem kolejnego kroku.
- Gdzie się podziewałeś? - Jestem cholernie ciekawa co robił przez te kilka miesięcy jego nieobecności w moim życiu. Po prostu czuje jak ciekawość zżera mnie od środka, powoli pochłaniając każdą komórkę mojego ciała. Chłopak westchnął cicho pod nosem z czego wnioskuje, że nie bardzo jest chętny by udzielić odpowiedzi na dręczące mnie pytanie. - Oczywiście nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz. Rozumiem, że to nie jest moja sprawa. - Wzruszyłam ramionami jakby na potwierdzenie moich słów, ale raczej niezbyt przekonywująco, gdyż jego usta wypuściły głośne parsknięcie.
- Słuchaj Doll. Oboje doskonale wiemy, że jesteś ciekawa jak diabli, więc proszę nie wciskaj mi tego kitu. Pracowałem.
- Oh.. Czyli co robiłeś?
- A to już moja droga nie powinno Cię interesować.
- Proszę Cię Zayn.- prychnęłam, a on spojrzał na mnie zaskoczony - Myślisz, że nie wiem o tym, że masz jakiś tam gang? Masz mnie za głupią, do cholery?!
Sama nie wiem dlaczego tak się unoszę, podejrzewam, że to resztki alkoholu w mojej krwi tak mnie pobudzają.
- Widocznie właśnie taka jesteś skoro pchasz się tam gdzie Cię nie chcą!
Nawet nie zwróciłam uwagi kiedy stanęliśmy tak blisko siebie. Nasze nosy praktycznie się stykały, przyśpieszony oddech mieszał się ze sobą i jedyne na czym w tym momencie mogę się skupić to jego lekko rozchylone usta. Wystarcza mi jedno spojrzenie w jego ciemne oczy i decyzję podejmuję niemal natychmiastowo. Szybko zarzucam mu ręce na kark i mocno przyciskam swoje usta do jego. Od razu czuję jego dłonie na moich biodrach i jego wargi oddające każdy z moich pocałunków. Całujemy się namiętnie na samym środku opustoszałej ulicy, oświetlonej jedynie latarniami i blaskiem księżyca i gwiazd nad nami. Nie potrafimy się sobą nasycić; każdy następny pocałunek jest coraz to bardziej namiętny i pozwalamy sobie tylko na chwilę rozłąki by zaczerpnąć powietrza, którego nam tak cholernie brakuje.
- Chodźmy do mnie.
poniedziałek, 27 lutego 2017
CHAPTER 21
Zayn P.O.V
Strzał. Jeden, drugi i jeszcze trzeci. Tylko tutaj w ostatnim czasie potrafię się zrelaksować. W powietrzu czuć tylko smród wilgoci, a na drugim końcu pomieszczenia właśnie przebiegł szczur, ale odkąd Harry postanowił na nowo starać się o Monic i stał się na powrót straszną cipą po prostu przestało mi się podobać jego towarzystwo. Znów strzelam i doskonale wiem, że i ten pocisk trafia prosto w klatkę piersiową namalowaną na tarczy. Nawet towarzyszący temu huk nie robi już na mnie najmniejszego wrażenia. Moje życie to jebana rutyna! Mam dość powtarzającego się w kółko i w kółko tego samego schematu - wstaję, opierdalam się, kładę spać; żadnych imprez czy większych akcji... Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz kogoś zabiłem! Odkładam spluwę z pustym już magazynkiem na półkę i kieruje swoje marne dupsko ku wyjściu z piwnicy siedziby gangu. Od nieszczęsnej sytuacji na wyścigach dwa miesiące temu nie miałem również kontaktu ze Skyler. Cały czas mam ją na oku, z czego ona oczywiście nie zdaje sobie sprawy, co muszę przyznać wprowadza odrobinę rozrywki do mojego życia. Równo z początkiem października rozpoczęła studenckie życie i trochę mnie to niepokoi. Nie żebym się o nią troszczył czy coś, ale nadal jest mi potrzebna; mój plan się bez niej nie powiedzie. Brunetka ostatnio cały swój czas poświęca swojej dziwnej przyjaciółce, co w sumie niezmiernie mnie cieszy, bo z tego powodu ma mniej czasu dla tego kutasa Welscha, który nie przestaje się przy niej kręcić. Doprowadza mnie on do szału, ale przecież nie zabiję go od tak, chociaż chyba nawet nie ma sensu ukrywać, że sprawiło by mi to czystą przyjemność. Pokonując ostatnie stopnie uśmiecham się złowieszczo sam do siebie na wyobrażenie jego martwego ciała w szkarłatnej kałuży krwi wraz z dziurą postrzałową pośrodku czoła spoczywającego u moich stóp. Kurwa chyba serio potrzebuje zrobić coś ze swoim życiem, a powszechnie wiadomo, że zaczyna się od małych rzeczy. Szybko przekroczyłem próg salonu, z jedną myślą w głowie.
- Kto chce się dziś zabawić?
***
Duchota, głośna muzyka, kolorowe światła i do tego swąd alkoholu. Nie trzeba mówić nic więcej, by wiedzieć gdzie właśnie się znajduję. Klub Seven to jeden z najpopularniejszych w tym mieście i z dumą muszę przyznać, że należy tylko i wyłącznie do mnie. O tak, to wspaniałe uczucie co dzień rano budzić się z pieprzoną świadomością, że wszystko czego pragniesz jest tuż na wyciągnięcie ręki; że całe miasto jest Ci całkowicie podporządkowane. W tym momencie siedzę samotnie przy ciemnym, drewnianym barze ze szklanką whisky w dłoni i obserwuje jak moi kumple robią z siebie idiotów przed praktycznie nagimi laskami. Boże, czy Ty to widzisz?! Przecież one są tak brzydkie, że już chyba bardziej być nie mogą... Może to właśnie dlatego rozbierają się niemal całkowicie? Być może to ich sposób na zaciągnięcie naiwnych debili do łóżka? Są takie zdesperowane i żałosne... Nie powiem, mnie też się nieraz zdarzyło wykorzystać taką sytuację, ale to była już ostateczność. Osobiście wole podejmować wyzwania. Przecież nie rzecz w tym by złapać królicza, lecz by go gonić. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko lepiej smakuje gdy się o to walczy dłużej. To dokładnie tak jak z grą wstępną - im gorętsza tym spełnienie jest mocniejsze. Uśmiecham się pod nosem i wracam myślami z powrotem na ziemie, a mój wzrok automatycznie pada na grupkę moich kumpli, którzy właśnie oddalają się w towarzystwie tych "pięknych" pań w stronę toalet. Zrezygnowany kręcę głową i jednym łykiem zeruje drinka jednocześnie podnosząc się ze stołka. Gdy już zacząłem kierować się ku wyjściu ewakuacyjnemu, by w spokoju dostarczyć płucom potrzebnej nikotyny, jakaś dziwna siła nakazała mi bym się zatrzymał i rozejrzał po przepełnionej ludźmi sali. Kurwa, o co chodzi? To głupie uczucie, że coś jest nie tak zaraz rozszarpie mnie od środka. Starając się je ignorować ruszam przed siebie, ale uczucie zamiast znikać tylko się pogłębia. Teraz to już serio nie wiem co jest grane... Szybki obrót o 180°, jedno spojrzenie w tłum i od razu znam odpowiedź na to pytanie. Jej długie nogi opięte przez cholernie ciasne spodnie i ta niesamowicie seksowna bluzeczka odkrywająca jej płaski opalony brzuch zdecydowanie wystarcza bym dłużej zatrzymał wzrok na jej niesamowicie krągłych kształtach. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie podnieciła mnie tak jak ona, praktycznie nic nie robiąc. Swoje długie lśniące włosy zostawiła naturalnie proste, a ja po prostu uwielbiam to jak wygląda w tej wersji. Na jej twarzy właśnie wykwitł ten promienny uśmiech, a jej oczy zabłysły w tej samej chwili w której obok niej pojawił się pieprzony Tom. Bezwarunkowo zacisnąłem swoje dłonie w pięści, a ochota na papierosa nagle wyparowała. Niespodziewanie Skyler odpycha się od baru i rusza w tłum tańczących ludzi, zostawiając tym samym tego palanta samego. To moja szansa. Szybko idę za nią, starając się nie stracić jej z oczu. Dość sukcesywnie przebijam się przez tłum, aż w końcu doganiam dziewczynę, łapię ją za dłoń i ciągnę tak, że wpada prosto w moje ramiona. Zaskoczona szybko lustruje mnie wzrokiem i gdy już ma się odezwać po prostu ją całuje. Smak jej ust na moich jest tak samo dobry jak ostatnio. Choć minęło już sporo czasu od naszego poprzedniego spotkania to cały czas pamiętałem jak cudownie miękkie miała wargi. Nic się nie zmieniło. I choć na początku wcale nie oddała pieszczoty, to teraz nasze usta poruszają się synchronicznie. Nasze języki ocierające się o siebie to jedno z najlepszych uczuć jakie dotąd przeżyłem. Jeszcze nikt nigdy nie sprawił, że moim ciałem wstrząsnął tak potężny dreszcz. Chce jej. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie, jeśli to w ogóle możliwe. Cały czas nie przestaję całować jej pełnych ust, a ona z żarliwością oddaje każdy z moich pocałunków. Gdy brak już nam tlenu odrywamy się od siebie, a ja opieram swoje czoło o jej.
-Hej.
-Hej.
Nagle Skyler zaczyna chichotać, a ja po prostu nie mogę się powstrzymać od dołączenia do niej.
- Niezłe powitanie Zayn. Gdzie się tyle podziewałeś, huh?
Jezusie, jej uśmiech dosłownie powala na kolana.
- Tu i tam. - Wzruszam od niechcenia ramionami i ciaśniej obejmuje ją w talii. - Tęskniłaś Doll?
- Nic a nic. - odpowiada z zadziornym uśmieszkiem, a ja po prostu nie mam pojęcia co ona ze mną wyprawia.
Witam Was - mam nadzieję - z powrotem! Rozdziały od teraz będą się pojawiały właśnie w mniej więcej takiej długości i na pewno nie będą one super często, ale mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza (?) Dajcie znać ilu Was tu jest!
Natt xx
P.S Nie wiem kogo informować, więc wpiszcie się ponownie na listę informowanych w odpowiedniej zakładce bądź pod tym rozdziałem.
Strzał. Jeden, drugi i jeszcze trzeci. Tylko tutaj w ostatnim czasie potrafię się zrelaksować. W powietrzu czuć tylko smród wilgoci, a na drugim końcu pomieszczenia właśnie przebiegł szczur, ale odkąd Harry postanowił na nowo starać się o Monic i stał się na powrót straszną cipą po prostu przestało mi się podobać jego towarzystwo. Znów strzelam i doskonale wiem, że i ten pocisk trafia prosto w klatkę piersiową namalowaną na tarczy. Nawet towarzyszący temu huk nie robi już na mnie najmniejszego wrażenia. Moje życie to jebana rutyna! Mam dość powtarzającego się w kółko i w kółko tego samego schematu - wstaję, opierdalam się, kładę spać; żadnych imprez czy większych akcji... Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz kogoś zabiłem! Odkładam spluwę z pustym już magazynkiem na półkę i kieruje swoje marne dupsko ku wyjściu z piwnicy siedziby gangu. Od nieszczęsnej sytuacji na wyścigach dwa miesiące temu nie miałem również kontaktu ze Skyler. Cały czas mam ją na oku, z czego ona oczywiście nie zdaje sobie sprawy, co muszę przyznać wprowadza odrobinę rozrywki do mojego życia. Równo z początkiem października rozpoczęła studenckie życie i trochę mnie to niepokoi. Nie żebym się o nią troszczył czy coś, ale nadal jest mi potrzebna; mój plan się bez niej nie powiedzie. Brunetka ostatnio cały swój czas poświęca swojej dziwnej przyjaciółce, co w sumie niezmiernie mnie cieszy, bo z tego powodu ma mniej czasu dla tego kutasa Welscha, który nie przestaje się przy niej kręcić. Doprowadza mnie on do szału, ale przecież nie zabiję go od tak, chociaż chyba nawet nie ma sensu ukrywać, że sprawiło by mi to czystą przyjemność. Pokonując ostatnie stopnie uśmiecham się złowieszczo sam do siebie na wyobrażenie jego martwego ciała w szkarłatnej kałuży krwi wraz z dziurą postrzałową pośrodku czoła spoczywającego u moich stóp. Kurwa chyba serio potrzebuje zrobić coś ze swoim życiem, a powszechnie wiadomo, że zaczyna się od małych rzeczy. Szybko przekroczyłem próg salonu, z jedną myślą w głowie.
- Kto chce się dziś zabawić?
***
Duchota, głośna muzyka, kolorowe światła i do tego swąd alkoholu. Nie trzeba mówić nic więcej, by wiedzieć gdzie właśnie się znajduję. Klub Seven to jeden z najpopularniejszych w tym mieście i z dumą muszę przyznać, że należy tylko i wyłącznie do mnie. O tak, to wspaniałe uczucie co dzień rano budzić się z pieprzoną świadomością, że wszystko czego pragniesz jest tuż na wyciągnięcie ręki; że całe miasto jest Ci całkowicie podporządkowane. W tym momencie siedzę samotnie przy ciemnym, drewnianym barze ze szklanką whisky w dłoni i obserwuje jak moi kumple robią z siebie idiotów przed praktycznie nagimi laskami. Boże, czy Ty to widzisz?! Przecież one są tak brzydkie, że już chyba bardziej być nie mogą... Może to właśnie dlatego rozbierają się niemal całkowicie? Być może to ich sposób na zaciągnięcie naiwnych debili do łóżka? Są takie zdesperowane i żałosne... Nie powiem, mnie też się nieraz zdarzyło wykorzystać taką sytuację, ale to była już ostateczność. Osobiście wole podejmować wyzwania. Przecież nie rzecz w tym by złapać królicza, lecz by go gonić. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko lepiej smakuje gdy się o to walczy dłużej. To dokładnie tak jak z grą wstępną - im gorętsza tym spełnienie jest mocniejsze. Uśmiecham się pod nosem i wracam myślami z powrotem na ziemie, a mój wzrok automatycznie pada na grupkę moich kumpli, którzy właśnie oddalają się w towarzystwie tych "pięknych" pań w stronę toalet. Zrezygnowany kręcę głową i jednym łykiem zeruje drinka jednocześnie podnosząc się ze stołka. Gdy już zacząłem kierować się ku wyjściu ewakuacyjnemu, by w spokoju dostarczyć płucom potrzebnej nikotyny, jakaś dziwna siła nakazała mi bym się zatrzymał i rozejrzał po przepełnionej ludźmi sali. Kurwa, o co chodzi? To głupie uczucie, że coś jest nie tak zaraz rozszarpie mnie od środka. Starając się je ignorować ruszam przed siebie, ale uczucie zamiast znikać tylko się pogłębia. Teraz to już serio nie wiem co jest grane... Szybki obrót o 180°, jedno spojrzenie w tłum i od razu znam odpowiedź na to pytanie. Jej długie nogi opięte przez cholernie ciasne spodnie i ta niesamowicie seksowna bluzeczka odkrywająca jej płaski opalony brzuch zdecydowanie wystarcza bym dłużej zatrzymał wzrok na jej niesamowicie krągłych kształtach. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie podnieciła mnie tak jak ona, praktycznie nic nie robiąc. Swoje długie lśniące włosy zostawiła naturalnie proste, a ja po prostu uwielbiam to jak wygląda w tej wersji. Na jej twarzy właśnie wykwitł ten promienny uśmiech, a jej oczy zabłysły w tej samej chwili w której obok niej pojawił się pieprzony Tom. Bezwarunkowo zacisnąłem swoje dłonie w pięści, a ochota na papierosa nagle wyparowała. Niespodziewanie Skyler odpycha się od baru i rusza w tłum tańczących ludzi, zostawiając tym samym tego palanta samego. To moja szansa. Szybko idę za nią, starając się nie stracić jej z oczu. Dość sukcesywnie przebijam się przez tłum, aż w końcu doganiam dziewczynę, łapię ją za dłoń i ciągnę tak, że wpada prosto w moje ramiona. Zaskoczona szybko lustruje mnie wzrokiem i gdy już ma się odezwać po prostu ją całuje. Smak jej ust na moich jest tak samo dobry jak ostatnio. Choć minęło już sporo czasu od naszego poprzedniego spotkania to cały czas pamiętałem jak cudownie miękkie miała wargi. Nic się nie zmieniło. I choć na początku wcale nie oddała pieszczoty, to teraz nasze usta poruszają się synchronicznie. Nasze języki ocierające się o siebie to jedno z najlepszych uczuć jakie dotąd przeżyłem. Jeszcze nikt nigdy nie sprawił, że moim ciałem wstrząsnął tak potężny dreszcz. Chce jej. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie, jeśli to w ogóle możliwe. Cały czas nie przestaję całować jej pełnych ust, a ona z żarliwością oddaje każdy z moich pocałunków. Gdy brak już nam tlenu odrywamy się od siebie, a ja opieram swoje czoło o jej.
-Hej.
-Hej.
Nagle Skyler zaczyna chichotać, a ja po prostu nie mogę się powstrzymać od dołączenia do niej.
- Niezłe powitanie Zayn. Gdzie się tyle podziewałeś, huh?
Jezusie, jej uśmiech dosłownie powala na kolana.
- Tu i tam. - Wzruszam od niechcenia ramionami i ciaśniej obejmuje ją w talii. - Tęskniłaś Doll?
- Nic a nic. - odpowiada z zadziornym uśmieszkiem, a ja po prostu nie mam pojęcia co ona ze mną wyprawia.
Witam Was - mam nadzieję - z powrotem! Rozdziały od teraz będą się pojawiały właśnie w mniej więcej takiej długości i na pewno nie będą one super często, ale mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza (?) Dajcie znać ilu Was tu jest!
Natt xx
P.S Nie wiem kogo informować, więc wpiszcie się ponownie na listę informowanych w odpowiedniej zakładce bądź pod tym rozdziałem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)