wtorek, 3 lutego 2015
CHAPTER 15
Harry P.O.V
Stoję na balkonie i wypalam już kolejnego z rzędu papierosa myśląc o tym co spotkało mnie w moim życiu. Co prawda nie było one usłane różami, ale też nie było takie straszne jak można by było się spodziewać. Podejrzewam, że moje dzieciństwo, jakoś bardzo nie różniło się od dzieciństwa przypadkowego gościa spotkanego na ulicy. Miałem swoich kumpli z którymi chodziłem na boisko grać w piłkę, czy chodzić do sąsiada i podglądać go w jego własnym domu, ale po jednym takim incydencie odechciało nam się już przychodzić. Mało który jedenastoletni chłopiec chciałby widzieć swojego starego sąsiada z jakąś młoda laską w nie dwuznacznej sytuacji. Na samo wspomnienie po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Boże jak głupia musiała być ta laska by puścić się z gościem, który spokojnie mógłby być jej ojcem. Mimo tego,że miałem pełną rodzinę czułem się jakbym był sam. Ojciec był w wojsku, a matka ciągle pracowała. Tylko Gemma zawsze przy mnie była; starała się jak tylko mogła by zapewnić mi to czego wtedy potrzebowałem. Nie była to kasa na słodycze czy kino; tylko miłość. Wtedy najbardziej potrzebowałem uczucia bezpieczeństwa i tego, że jestem kochany, jak nigdy wcześniej odczuwałem tą samotność wokół mnie. Jako nastolatek byłem po prostu nie do zniesienia. Cały czas pakowałem się w jakieś kłopoty. Gemma jako dobra starsza siostra próbowała mnie z tego wyciągnąć, no właśnie próbowała. W tym okresie był we mnie sam gniew. Bylem zły na rodziców za to, że nigdy ich nie interesowałem, za to, że mieli mnie dosłownie w dupie kiedy próbowałem się im przypodobać i nawet wtedy, gdy pakowałem się w problemy z policją, zdawali się mnie nie zauważać. Gdy już któryś raz z rzędu wylądowałem na komisariacie i po raz kolejny odebrała mnie z niego Gemma dałem już sobie spokój z tym by zwrócić na siebie ich uwagę. Gemma jako starsza siostra wiele razy próbowała przeciągnąć mnie na tą dobrą stronę. No właśnie - próbowała. Pewnego dnia nadszedł ten dzień, gdy mnie zostawiła. Nie, nie umarła, ale czasami tak właśnie się czułem - jakby umarła. Bo mnie zostawiła. Nie widziałem jej irytującej twarzy, ani nie słyszałem jej głupiego głosu mówiącego mi jak bardzo jestem do bani. I dopiero wtedy, kiedy poszła na te cholerne studia zrozumiałem jak wiele dla mnie znaczyła; nadal znaczy. Tak bardzo za nią tęskniłem, bo tylko ona się mną interesowała; tylko ją obchodziło to co ze sobą robiłem. Ale wszystko się zmieniło. Od czasu nich osiemnastych urodzin nie widziałem jej, ani razu. Równo z ukończeniem przeze mnie pełnoletności wyniosłem się z domu i zamieszkałem tutaj w Londynie. Początki nie były kolorowe, ale dość szybko poznałem Zayn'a, który mi pomógł; zaoferował dach nad głową i prace. Niekoniecznie taka o jakiej zawsze marzyłem, ale wtedy to była jedyną opcja. Niczego w życiu nigdy nie żałowałem i nie żałuję. Gdy tylko o tym pomyślałem w mojej głowie ukazał się obraz Monic. Jednak jest jedną rzecz, której żałuję tak cholernie mocno. Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu pozwoliłem jej odejść, ale wtedy wydawało mi się, że to najlepsza opcja. Cały czas groziło jej przy mnie niebezpieczeństwo,a ja nie mogłem przecież pozwolić na to by stała się jej jakaś krzywda. To ona pokazała mi świat w cieplejszych kolorach. To od niej dostałem to czego tak bardzo potrzebowałem w dzieciństwie. Pokochała mnie. Pokochała takim jaki jestem. Nigdy nie oczekiwała ode mnie więcej niż mogłem dać. Zawsze wspierała mnie w moich decyzjach, nieważne jak głupie były - ona zawsze przy mnie była. Spuściłem głowę w dół i pokręciłem nią zrezygnowany. Jak mogłem być tak głupi by pozwolić odejść najlepszej części mojego życia? Najlepszej części mnie samego? Nie potrafię już dłużej bez niej wytrzymać. Nienawidzę budzić się rano bez niej i nie witać jej pocałunkiem. Nienawidzę tego, że nie możemy jak normalna para usiąść na kanapie i przytulając się obejrzeć jakąś beznadziejną komedie romantyczną, na której moja dziewczyna się rozpłacze, a ja wykorzystując sytuacje zetre jej łzy z policzków i słodko ucałuje jej usta, by następnie znów mocno przyciągnąć ją do siebie i nie puszczać tak długo jak mi na to pozwoli. Nawet nie wiem kiedy po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Kurwa! Wszedłem z powrotem do środka i chwyciłem wazon z komody, który od razu wylądował na ścianie. Musze ją odzyskać. Nie mogę tak dłużej, potrzebuje jej tu i teraz; blisko mnie. Szybko przeszedłem przez salon i ruszyłem do drzwi. Założyłem kurtkę, a z komody zgarnąłem klucze i telefon. Zamknąłem za sobą drzwi i zbiegiem po schodach na parter. Wyszedłem na zimne londyńskie powietrze i odblokowując samochód przekraczam ulice. Szybko wsiadam do auta i zapinam pas. Przekręcam kluczyk w stacyjka i wyjeżdżam na ulicę kierując się w bardzo dobrze znanym sobie kierunku. Jadę szybko, ale wciąż niewystarczająco by zadowolić samego siebie. Moje zaciśnięte w pięści dłonie mocno uderzają o kierownicę gdy tylko zauważam korek, ciągnący się tak daleko, że nie jestem w stanie dojrzeć jego końca.
- Kurwa!
Dlaczego dzisiaj? Dlaczego teraz kiedy w końcu postanowiłem wziąć się w garść i odzyskać cały mój świat? Czas leci bardzo wolno, a ja już powoli tracę cierpliwość. Poruszam się żółwim tempem ledwo przejeżdżając jedna ulice w ciągu 37 minut. Jak tak dalej pójdzie to nigdy tam nie dotrę. Zauważając zjazd na parking natychmiast decyduje się zaparkować i resztę drogi pokonać pieszo. Od razu znajduje wolne miejsce u opuszczając samochód zamykam go i szybkim tempem zmierzam do mojego celu. Gdy do przejścia zostaje mi już tylko przecznica dopadają mnie wątpliwości. Monic już ostatnio nie chciała ze mną rozmawiać, nie nam zielonego pojęcia co powinienem jej powiedzieć tym razem, jeśli oczywiście w ogóle będzie chciała mnie wysłuchać. We frustracji pociągnąłem za moje włosy co tylko wywołało fale wspomnień. Przymknąłem oczy, a w mojej głowie natychmiast ujrzałem Monic z palcami wplątanymi w moje włosy, podczas gdy ja dawałem jej rozkosz. Szybko otworzyłem oczy i gwałtownie pokręciłem głową na boki. Nie mam teraz czasu na moje fantazjowanie. Przyspieszam kroku, a gdy już jestem pod jej kamienicą moje dłonie zaczynają się trząść. Gdy już zamierzam przekroczyć ulice pod klatkę podjeżdża niebieski mustang, a z wnętrza wysiada zasrany Welsch.
Moje dłonie znów zacisnęły się w pięści. Szybko schowałem się w bocznej uliczce by mnie nie zauważył i ze spokojem zacząłem obserwować jak szybko kończy papierosa i poprawia włosy przeglądając się w szybie swojego auta. Co jest? Szybko wkroczył do klatki by chwile później wyjść z niej z ogromnym uśmiechem na twarzy i seksownie ubraną Sky przy boku. Wygląda serio fantastycznie, ale nie o to chodzi. Co on odpierdala? Co oni odpierdalają? Przecież doskonale wiedzą, że ona należy do Zayn'a. Kurwa dlaczego musiałem to widzieć? To krzyżuje moje plany. Kurwa! Szybko wyciągnąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.
- Co jest? - Usłyszałem niemal natychmiast. Wiem, że muszę mu to powiedzieć, ale kurwa no, lubie ją, a ona jest w stanie pomóc mi w odzyskaniu Monic. - Harry?
- Jestem, jestem.
- No to co chcesz? Jestem trochę zajęty.
Westchnęłam cicho i dwoma palcami ścisnąłem czubek nosa obserwując jak Tom otwiera przed nią drzwi pasażera.
- Welsch właśnie zabiera Sky na randkę. - Powiedziałem to szybko, byleby mieć to już za sobą.
- Co kurwa? - Nie odpowiedziałem, bo to oczywiste, że wyżył by się na mnie. W tle słyszę jak rzuca przedmiotami i jestem pewien, że telefon poleciał jako pierwszy. - Skąd wiesz? - Usłyszałem gdy tylko się uspokoił na tyle by znów się odezwać.
- Właśnie ich widzę. Odjeżdżają spod kamienicy.
- Jedź za nimi!
- Nie mam auta Zayn.
- Jak to nie masz? I co Ty tam właściwie robisz?
- Na drodze był korek, więc postanowiłem, że resztę drogi przejdę pieszo. Chciałem zobaczyć się z Monic.
- Z Monic? Po co do kurwy?
- Chce ją odzyskać. Musze ją odzyskać.
- Rób co chcesz. Dzięki za cynka.
- Jasne.
Gdy tylko się rozłączyłem drzwi kamienicy znów się otworzyły, a przez nie wyszła dziewczyna mojego życia w towarzystwie przyjaciółki Sky. Wyglądały niesamowicie i już od razu wiem dokąd zmierzają. Wsiadły do taksówki, która nie wiadomo kiedy się tu znalazła i odjechały znikając za zakrętem. Razem ze znikającą taksówką zniknęły moje dzisiejsze szanse na odzyskanie Monic. Jedno jest pewne. Nie poddam się tak łatwo.
Sky P.O.V
Już od godziny jestem z Tom'em na kolacji w cudownej restauracji. Jedzenie jest tutaj cudowne, a obsługa bardzo miła. Cały czas na mojej twarzy widnieje głupi uśmiech. Uwielbiam spędzać czas z Tom'em i nic tego nie zmieni.
- Smakowało Ci?
- Bardzo. Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś. - Uśmiechnęłam się do niego, a on zawołał kelnera.
- Chcesz coś jeszcze? - Zapytał się kiedy kelner stanął już przy naszym stoliku.
- Nie.
- W takim razie poprosimy o rachunek. - Zwrócił się do kelnera, a ten tylko się uśmiechnął i powiedział, że zaraz wróci. - Masz może ochotę na spacer Sky?
- Jasne. To świetny pomysł.
Gdy tylko kelner wrócił z rachunkiem, a Tom go wyregulował ubraliśmy się i wyszliśmy na chłodne powietrze Londynu. Na przeciwko restauracji jest park do którego właśnie teraz zmierzamy. Nagle Tom złapał mnie za rękę i splótł nasze palce, ale nie to jest najdziwniejsze, lecz to, że uśmiechnęłam się na ten gest i nie wyrwałam dłoni. Idziemy bez słowa już jakiś czas, ale wcale mi to nie przeszkadza. Cisza z nim nigdy nie jest dziwna czy krępująca, lecz wygodna.
- Usiądziemy na chwile? - Zapytał mnie nagle i nie czekając na moją odpowiedź pociągnął mnie do najbliższej ławki. Gdy tylko usiedliśmy obok siebie mimowolnie podniosłam głowę w górę, by ujrzeć cudownie rozgwieżdżone niebo. Mój wzrok nie potrafi dostrzec ani jednej, choć najmniejszej chmury, która miałaby burzyć ten ład i porządek. Patrząc tak w niebo, poczułam jak Tom obejmuje mnie ramieniem na co spoglądam na niego i uśmiecham się delikatnie. Ostrożnie kładę głowę na jego ramieniu, a on pewniejszy, że go nie odepchnę, wzmacnia uścisk i opiera podbródek na mojej głowie.
- Dziękuje.
Słyszę nagle z jego ust na co podnoszę głowę i patrzę w jego oczy, które błyszczą równie pięknie jak gwiazdy na niebie. Skonsternowana marszczę brwi i patrzę na niego wyczekująco. Tom zauważając moje spojrzenie szybko mówi dalej.
- Dziękuje, za to, że zgodziłaś się dzisiaj ze mną wyjść. Świetnie się bawiłem.
- Ja też. Ten wieczór jest cudowny.
Nagle poczułam jak sztywnieje pode mną, czymś zdecydowanie zdenerwowany. Znów kieruje na niego swój wzrok i dostrzegam ten wyraz twarzy kiedy ma ochotę coś z siebie wyrzucić, kiedy nie ma już siły trzymać czegoś w sobie.
- Sky?
- Tak?
- Muszę Ci coś powiedzieć.
- Okey. Tom mam się bać? Zaczynasz mnie przerażać.
- Nie. Po prostu, tak jak bardzo chcę Ci to w końcu powiedzieć, tak bardzo boję się tego jak na to zareagujesz. - Wstał szybko z ławki, a swoje dłonie wplątał w kruczoczarne włosy i pociągnął za końce. To musi być coś poważnego. Tom żadko jest taki zdenerwowany, a zwłaszcza przy mnie.
- Hej. Tom. - Również wstałam z ławki i podchodząc do niego, chwyciłam go za ramię. - Przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
Spojrzał na mnie, a w jego oczach ujrzałam niepewność. Teraz to już sama nie wiem, czy chcę dowiedzieć się co go dręczy, ale teraz już za późno na zmianę zdania. Tom nagle złapał dłońmi za moje policzki i przyciąga moją twarz do swojej, łącząc nasze usta w delikatnym pocałunku. Przez chwilę nie mam pojęcia co się dzieję, ale pod wpływem impulsu odwzajemniam pocałunek, który z każdą sekundą staje się coraz bardziej namiętny. Nie wiem jak długo trwa nasza chwila rozkoszy, ale gdy tylko odrywamy się od siebie z ciężkim oddechem, Tom opiera swoje czoło o moje. Nie mam pojęcia dlaczego odwzajemniłam ten pocałunek, skoro Tom jest tylko moim przyjacielem. Nie wiem jak to teraz będzie, ale nie żałuje tego co się przed chwilą stało. Choć nigdy nie myślałam o nim inaczej jak o przyjacielu to czuję, że ten pocałunek coś zmienił.
- Lubię Cię Sky. Tak cholernie bardzo.
Uśmiecham się i staję na palcach, by po raz kolejny złączyć nasze usta w czułym pocałunku.
- Ja też Cię lubię wielki.
__________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak późno, ale miałam teraz mnóstwo obowiązków. Wiecie przecież, że 3 tygodnie mnie nie było w szkole, bo byłam na praktykach i teraz muszę wszystko gonić. wiem, że pewnie was to nie interesuje, ale mimo wszystko przepraszam. Dziękuje tym którzy nadal tutaj są bo to wszystko dla was :**
Zapraszam na Welcome to hell na wattpadzie! Dodałam zakładkę w Menu.
Szczerze to jestem ciut rozczarowana ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Myślałam że był dobry, ale widocznie się myliłam...
Mam nadzieję że ten jest wystarczająco dobry by otrzymać od każdego komentarz xx
Kocham Was!
Natt ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1. O kurczę... A co jeśli zaraz przyjdzie tam Zayn?
OdpowiedzUsuń2. Dobrze, że Harry wziął się w garść.
Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :) /@zosia_official
Super rozdział, czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuńEkstra! Kocham Cię! !!! :*****
OdpowiedzUsuńJeju <3 Też Cię Kocham :*
UsuńNiech Zayn przyjdzie. Ja ich shippuje xD
OdpowiedzUsuńWiem, ze on sie zakocha w Sky i zrobi sie "normalniejszy", a przynajmniej taka mam nadzieje 😁
Weny zycze i czekam na next
Och! Fantastyczny! Będzie się działo! :*
OdpowiedzUsuńRozdział niesamowity *_* !
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :) dziś zaczęłam.. proszę o pozostawieniu po sobie śladu http://horan42.blogspot.com/?m=1
CHCIAŁABYM OFICJALNIE OGŁOSIĆ, ŻE TEN, KTO CZYTA TO PRZECUDOWNE, PRZEWSPANIAŁE, PRZEUROCZE OPOWIADANIE, A GO NIE KOMENTUJE, N I E K O M E N T U J E, JEST ZWYKŁĄ DUPĄ WOŁOWĄ! WSTYDŹCIE SIĘ! W S T Y D Ź C I E S I Ę! brak szacunku i wszystkiego!
OdpowiedzUsuńrozdział jest taki cudowny, rany! <3
Harry to zdecydowanie jedna z moich ulubionych postaci tego opowiadania! mimo tego, że jest "zły" jest też wspaniały i po tym rozdziale widać, że ma ogromne serduszko! *.* jest taki kochaniutki, jejku. szkoda że jego rozmowa z Monic nie doszła do skutku, ale mam nadzieję że niedługo to zmienisz, bo jest mi go ogromnie szkoda :( taki bidulek zwykły, no :(
randka Sky i Tomisia była taka cudowna, o rany >>>>
on też jest kochaniutki! widać, że mu na niej zależy *.* ale nie mamy się co oszukiwać, Zayn zaraz go zje... już mi go szkoda :( Toma też bardzo lubię. ale! brakuje tu Zayna. już chcę nowy rozdział i to, jak on tam namiesza, hihihi ^^
super, jak zwykle! <3 dawaj nowy szybko, ilysm xx
A WY RUSZCIE TYŁKI I KOMENTOWAĆ! wstyd.
@czaary_maary