poniedziałek, 27 października 2014
CHAPTER 7
Sky P.O.V
Stoję tu już kilka minut z wciąż zamkniętymi oczami. Stoję i czekam na mój koniec... Jak jeszcze nigdy mam żal do samej siebie, przecież nic jeszcze nie osiągnęłam! Tyle jeszcze chciałam zrobić, ale teraz to już nie ważne... z nikim się nawet nie pożegnałam; nie powiedziałam moim bliskim jak bardzo ich kocham i ile dla mnie znaczą. Kolejne łzy zaczęły wypływać spod moich zaciśniętych powiek i jedyne czego teraz pragnę to, to by to wszystko się już skończyło. Stoję tu jak sparaliżowana, a Derek - mój przyszły morderca - zapewne chłonie ten widok.
- Lepiej trzymaj łapy przy sobie Derek - usłyszałam zachrypnięty głos, a zaraz potem charakterystyczny dźwięk odbezpieczanego pistoletu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale poczułam się minimalnie bezpieczniej ze świadomością, że nie jest on wymierzony we mnie. Przynajmniej na razie...
- Czego tu szukasz Malik?
Na dźwięk tego nazwiska moje oczy szeroko się otworzyły z przerażenia. Tuż za Derekiem stał on - Zayn Malik we własnej osobie - z pistoletem wymierzonym prosto w jego głowę.
- Ona jest moja. - Mulat powiedział to tak swobodnie jakby kupował chleb w piekarni.
- Co Ty nie powiesz?
- Jak mi nie wierzysz to zapytaj się jej. - Wzruszył ramionami, a moje oczy podwoiły swój rozmiar. Derek patrzył na mnie wyczekująco a ja nie wiedziałam co powiedzieć, więc spojrzałam w kierunku Monic, ale jej już tam nie było, przerażona spojrzałam na Zayn'a, a on pierwszy raz odwzajemnił moje spojrzenie. W jego oczach mogłam znaleźć uspokojenie i obietnice, że wszystko będzie w porządku, więc delikatnie potaknęłam głową dając tym samym odpowiedź Derekowi.
- Widzisz? A teraz spierdalaj stąd zanim rozpierdolę ten twój krzywy ryj! - Zayn warknął i popchnął szarookiego na ścianę. Szarpnął mnie za ramię przyciągając do siebie, a wtedy usłyszałam huk i głośny jęk. - A to ostrzeżenie, trzymaj się od niej z daleka.
Jedyne co widziałam to mocno krwawiące udo mężczyzny.
- Co Ty zrobiłeś?! - wykrzyknęłam przerażona. - Musimy mu pomóc bo się wykrwawi!
Już chciałam zrobić krok, ale Zayn szybko i zwinnie przerzucił mnie przez ramię i skierował się w stronę wyjścia z tego zaułka. Zaczęłam krzyczeć, żeby mnie postawił mnie na nogi, że musimy pomóc Derekowi bo zginie, ale on nie chciał mnie słuchać więc przestałam się szarpać i krzyczeć. Gdy byliśmy w połowie drogi by stanąć na ulicy nagle usłyszałam przyciszoną kłótnię i od razu rozpoznałam melodyjny głos mojej przyjaciółki.
- Mówiłam Ci, że nie chcę Cie już więcej widzieć!
- Uspokój się Monic! Właśnie uratowałem Ci życie, a Ty się na mnie wydzierasz! - tego głosu nie rozpoznałam, ale nie brzmiał jakoś specjalnie radośnie.
- Serio?! Serio?! Chyba Cię coś popierdoliło! Gdyby nie TY to wcale nie byłoby tego problemu! Byłabym bezpieczna i nie musiałabym się ciągle oglądać za siebie i móc się normalnie zabawić z moimi przyjaciółmi!
- Ale...
- Dwa! Rozumiesz?! Dwa pierdolone miesiące miałam spokój, a teraz co? znowu się to zaczyna - głos mojej przyjaciółki zaczął się łamać - dlaczego ja? co? dlaczego? - teraz jej głos zamienił się w szloch.
Nagle moje nogi dotknęły ziemi, a ja ujrzałam jak jakiś facet z burzą brązowych loków na głowie obejmuje płaczącą Monic.
- Bo Cię Kocham.
Moje usta otworzyły się w zdziwieniu, bo gdy pytałam się Monic czy kogoś ma ta twardo odpowiedziała, że jest singielką.
- Monic...
Wyszeptałam ze łzami w oczach. Dziewczyna momentalnie odsunęła się od kędzierzawego chłopaka i zanim podbiegła do mnie mocno mnie przytulając zdążyłam jeszcze zobaczyć ból w niesamowicie zielonych oczach bruneta. Obydwie szlochałyśmy sobie w ramionach nie wiedząc co powiedzieć.
- Tak bardzo Cię przepraszam Sky! To wszystko moja wina!
- O co tu chodzi Monic? Nic nie rozumiem. - powoli zaczęłyśmy się uspokajać.
- Nie przejmuj się tym. Nic Ci nie grozi. Nie pozwolę na to byś popełniała te same błędy co ja. Pomogę Ci.
Oderwałam się od niej i delikatnie uśmiechnęłam.
- To dopiero była impreza co nie? - zażartowałam, by rozluźnić atmosferę i obie głośno się zaśmiałyśmy - zabiję Stell, że mnie na to namówiła!
- Wieczór pełen wrażeń?
- I to jakich! Wróćmy już do domu Tom na pewno na mnie czeka.
Brunetka pokiwała twierdząco głową i już chciałyśmy iść, ale ktoś zagrodził nam przejście, a mianowicie Zayn i ten kędzierzawy.
- Nie możecie wrócić same. To zbyt niebezpieczne.
- Zostaw nas Harry, poradzimy sobie. Zadzwonimy po taksówkę.
A więc Harry. Muszę pamiętać by wypytać o niego Monic. Ewidentnie ich coś łączyło; z taką miłością i troską na nią patrzy, że aż było mi go szkoda.
- Odwiozę Was.
- Nie, powiedziałam, że sobie poradzimy. Nie zbliżajcie się do nas. Ściągacie same kłopoty.
- A więc idź! - odezwał się Zayn i zmierzył ją lodowatym spojrzeniem, jednak Monic stała nie wzruszona - Ale Sky zostaje ze mną.
Obie popatrzyłyśmy na niego przerażone, gdy jego usta wygięły się w zarozumiałym uśmieszku. jednego byłam pewna, nigdzie z nim nie pójdę, a przynajmniej nie po dobroci.
- O nie! Nie ma szans, że się gdzieś z Tobą ruszę!
Wzrok wszystkich nagle zwrócił się ku mnie, ale ja się tym nie przejęłam. W oczach każdego z nich mogłam dostrzec inną emocję. Harry patrzył na mnie z niedowierzaniem; chyba uważa mnie za stukniętą. Monic spogląda na mnie z dumą, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. Natomiast Zayn patrzy na mnie... no właśnie, jak ? Sama nie wiem. Na początku to był szok następnie gniew, a teraz jego oczy są puste. Nagle jego usta wygięły się w szyderczym uśmiechu co mnie nieźle zaskoczyło. Spodziewałam się raczej jakiegoś wybuchu czy coś, ale nie tego.
- Kotku, nie masz na co liczyć.
Moje usta otwarły się za zdziwienia. Chciałam mu odpowiedzieć, ale nie wiedziałam co. Na szczęście była ze mną Monic.
- O nie Zayn! To Ty nie masz na co liczyć!
- Monic! nie wtrącaj się to nie twoja sprawa.
Harry najwyraźniej chciał powstrzymać impulsywność brunetki, która nie umiała trzymać swojego ciętego języka za zębami.
- To Ty się nie wtrącaj! Myślisz, że co? Że pozwolę mu ją tak po prostu zabrać nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co? możesz pomarzyć!
- Monic nie przeginaj, chyba nie chcesz...
- Cisza! - wydarłam się najgłośniej jak potrafię. I znowu ten szok. - Serio głowa mnie już boli od tych waszych wrzasków - na dowód tego energicznie potarłam skronie. - Czy ktoś będzie tak łaskawy i wytłumaczy mi w końcu o co tu chodzi?! I uprzedzam jeżeli, jeszcze raz usłyszę jakieś wrzaski to nie ręczę za siebie! - Cała trójka popatrzyła na mnie, ale nikt nie raczył mi odpowiedzieć. - No? Czekam! Zayn? Może Ty mnie oświecisz i powiesz o co tu chodzi do cholery!
Mulat otworzył tylko usta zaskoczony moją nagłą pewnością siebie, ale po chwili wrócił do kamiennego wyrazu twarzy, a jego oczy rozbłysły gniewem.
- Słuchaj doll, uważaj na słowa, bo to może się źle dla Ciebie skończyć.
- Stój! Jeszcze raz nazwiesz mnie "doll" a skopie Ci tyłek! Wy jesteście jacyś nienormalni! Skoro nie chcecie mówić to nie. Żegnam Was!
Energicznym ruchem odwróciłam się i odmaszerowałam, lecz nie było mi dane zajść za daleko bo po raz kolejny już dzisiaj usłyszałam dźwięk odbezpieczanego pistoletu. Ale nie to mnie zaskoczyło. Zaskoczyło mnie to, że nie był to dźwięk odbezpieczanego jednego pistoletu, lecz dwóch. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam Zayn’a mierzącego do mnie z jednego pistoletu i Monic z lufą wymierzoną w jego klatkę. Moje usta samoczynnie utworzyły literkę „o”, zresztą tak jak Harry’ego.
- Zostawcie nas w spokoju! Malik! Broń w dół bo Cię zabiję!
- Nie odważysz się.
- Chcesz się przekonać? Tak się akurat składa, że kiedyś ktoś nauczył mnie strzelać, a wiesz co jest najlepsze? Jestem w tym zajebiście dobra i nie zawaham się strzelić do Ciebie jeżeli ma to uratować moich bliskich! Zresztą jak nie wierzysz to jestem pewna, że Harry to potwierdzi. Co nie kochanie? – Po tych słowach mina Harry’ego zrzedła i by ratować sytuację próbował zbliżyć się do brunetki z zamiarem wyrwania jej broni, lecz ta była szybsza i w ostrzeżeniu strzeliła mu pod nogi.
- Nie ruszaj się skarbie! Dobrze wiesz, że się nie zawaham. Przyjaciele są wszystkim co mi zostało i nie zamierzam pozwolić ich życie zamieniło się w piekło – Monic powiedziała to patrząc chłopakowi prosto w oczy, następnie zerkając na mnie i na Zayn’a , który nadal do mnie mierzył – Opuść broń!
Zayn co prawda niechętnie, ale jednak opuścił lufę i schował pistolet za pasek spodni. Harry nie poruszył się już ani o centymetr i było po nim widać jak bardzo zabolały go słowa dziewczyny.
- Wow! – wyrwało mi się – Monic jesteś świetna! Nauczysz mnie tego? – Byłam pod ogromnym wrażeniem jej opanowania i sposobu w jaki trzymała broń. Wyglądała jakby się urodziła trzymając ją w swoich delikatnych dłoniach.
- Sky, chodź! Idziemy do domu! A wy lepiej nie pokazujcie nam się na oczy! A i Harry pozwól, że zatrzymam sobie tą spluwę. Jest niezła. – puściła mu oczko i pociągnęła mnie za nadgarstek w stronę wyjścia z zaułka.
- To jeszcze nie koniec Monic! Dobrze wiesz, że gdyby nie Harry to nie zawahałbym się przed umieszczenia kulki między twoimi oczami. – powiedział Zayn, a jego głos brzmiał niezwykle poważnie – Ja nie odpuszczam, do zobaczenia doll!
To były ostatnie słowa jakie usłyszałyśmy zanim wyszłyśmy z alei, a Monic schowała broń do torebki i pociągnęła mnie w stronę postoju taksówek. Wepchnęła mnie do jednej z nich i podała kierowcy nasz adres.
- Chyba musisz mi coś wyjaśnić. – Odezwałam się tak cicho, że sama zwątpiłam czy mnie usłyszała, ale ona odpowiedziała mi tak samo cicho.
- Później.
Wiem, że teraz nic mi nie powie, ale nie zamierzam odpuścić. Muszę wiedzieć w co ja się tym razem wpakowałam.
_____________________________________________________________________________________________________________________________________
I oto 7 ! :))
Nie gniewajcie się za opóźnienie. Mam nadzieję, że wam się spodoba ;)
Błagam komentujcie! Dajcie mi chociaż 5 komentarzy co ? Będę wdzięczna.
Bye Natt ♥
niedziela, 19 października 2014
CHAPTER 6
Hej, dzisiaj notka wyjątkowo do góry :) jest mi bardzo przykro, że nie było mnie tak długo bo chyba ponad miesiąc. Nie wiem czy warto się tłumaczyć bo wiem, że nie wszystkich to interesuje :) Wiem, że obiecałam rozdziały co niedzielę, ale mój komputer odmówił posłuszeństwa i był u naprawy ;) całe oprogramowanie mi padło i musiałam mieć wgrane nowe i na dodatek zawiasy mi siadają :/ Tak że wiecie postaram się teraz to jakoś wam wynagrodzić ;) oczywiście nie siedziałam i nie obijałam się podczas tej przerwy więc mam pare nowych pomysłów i kilka rozdziałów do przodu i na pocieszenie dodam tylko że będą one o wiele dłuższe ale to za jakiś czas :D
Mam nadzieję że ci co tu byli zostali i może nowe osoby znalazły moje ff i może jest cień szansy że im się spodobało ;p i mam prośbę by Ci co przeczytają ten rozdział zostawili komentarz nawet najkrótszy, ale chcę wiedzieć ile osób to czyta <3 pozdrawiam i miłej lektury Natt ♥ *** P.S Mam nadzieję, że taka długość was zadowoli xx ________________________________________________________________________________________________________________________________ Sky P.O.V
Siedzę samotnie w moim pokoju i po raz kolejny czytam mail'a z Uniwersytetu, który dzisiaj otrzymałam. Czytam go już chyba setny raz i nadal nie dowierzam temu co widzę. Jako, że (ponoć!) jestem jedną z najlepiej zapowiadających się studentów mam możliwość odbycia stażu w jednym z najlepszych szpitali w Londynie. Napisali, że to bardzo ważna decyzja, ale nie mogę dług zwlekać z jej podjęciem i muszę jak najszybciej dać im odpowiedź, bo gdybym jednak z jakiś powodów nie mogła odbyć tego stażu to na moje miejsce mogą wybrać kogoś innego. Jest to dla mnie ogromna szansa i nie mogę pozwolić by przeszła mi koło nosa. Staż ma zacząć się równo z początkiem nowego miesiąca, więc mam jeszcze trochę czasu by jakoś się do niego przygotować. Ostatnio zakupiłam w księgarni kilka na prawdę ciekawych podręczników; głównie związanych z chirurgią bo to jest mój cel. Chcę ratować życie niewinnym ludziom.
Gdy byłam małą dziewczynką zawsze wyróżniałam się wśród moich rówieśników tym, że byłam bardzo empatyczna. Moje koleżanki w wieku sześciu lat chciały zostać aktorkami czy modelkami, ale ja zawsze miałam ambitniejsze plany; marzyłam o tym by zostać lekarzem. Już od najmłodszych lat rozpruwałam moje misie i odrywałam nogi moim lalką by potem bawić się w doktora i ratować im życie podczas operacji; zwykle kończyło się na tym, że moje lalki były całe poklejone taśmą, a pluszaki zszywane przez mamę.
Gdy byłam nastolatką seriale medyczne były moim życiem. Uwielbiałam Dr House'a, zresztą nadal tak jest. Obejrzałam każdy sezon niezliczoną ilość razy. Zawsze chciałam być takim lekarzem, no może nie koniecznie z takim charakterem, lecz to właśnie aroganccy dupkowie są najlepsi w swoim fachu i nie da się tego ukryć. Trzeba być zawsze pewnym podejmowanych decyzji, nigdy nie można się wahać bo czasami właśnie to może doprowadzić nas na dno, a przy okazji pozbawić kogoś życia. House właśnie taki jest; nie przyjmuje do wiadomości, że mógłby się mylić i zawsze zwycięża nad śmiercią, dlatego właśnie tak go uwielbiam i dlatego to on jest moim wzorem i mentorem.
Mówią, że kobiety nie nadają się na chirurga. Ponoć nasze delikatne dłonie nie są zbyt pewne. Poza tym mężczyzna nie zachodzi w ciąże więc jest "niezawodny". Taaa... Równouprawnienie. To nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
Znając swoją odpowiedź szybko wystukałam mail'a z odpowiedzią, że jestem zaszczycona możliwością zaczęcia tego stażu i że z wielką chęcią uzyskania nowej wiedzy i doświadczenia podejmę się tego zadania. Z promiennym uśmiechem na ustach wysłałam wiadomość. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, że spośród tylu studentów to akurat ja zostałam wybrana. Może kiedy już skończę studia otrzymam etat w tym szpitalu, a jak nie to chociaż mogę być pewna, że przyjmą mnie gdzieś indziej. Może wyjadę do Afryki by tam pomagać dzieciom... Każdy zasługuje by przeżyć swoje życie tak jak tego pragnie. Dostał szansę od Boga by pojawić się na świecie więc powinien z niej skorzystać jak najlepiej.
Usłyszałam pukanie, a zaraz potem skrzypnięcie drzwi. Gdy podniosłam wzrok znad komputera ujrzałam twarz Tom'a.
- Mogę?
Uśmiechnęłam się i poklepałam miejsce obok mnie. Tom wszedł do pokoju z dwoma kubkami parującej herbaty, odstawił je na stolik przy łóżku, a sam usiadł obok mnie, przykrył nas kocem i podał mi jeden kubek, a ja wzięłam łyka.
- Mmm... Malinowa.
- Twoja ulubiona.
- Dziękuje! - powiedziałam i cmoknęłam go w policzek - Po co przyszedłeś?
Uśmiechnął się i poruszył zabawnie brwiami.
- Jak myślisz? Przychodzę do Ciebie z kubkiem herbaty i wskakuję Ci pod koc. To może oznaczać tylko jedno! - zaśmiał się i puścił mi oczko.
- Ej! - krzyknęłam ze śmiechem i uderzyłam go delikatnie łokciem w żebra - a tak na serio?
- Stella mnie tu wysłała - wzruszył ramionami - mam Cię namówić na wyjście do klubu.
- Nigdzie nie idę!
- No ej! Wcale się nie starałeś! - nagle w pokoju pojawiła się blondynka co tylko świadczyło o tym, że cały czas stała pod drzwiami i podsłuchiwała - proszę, proszę, proszę! Odkąd jesteśmy w Londynie nie byłyśmy jeszcze na żadnej imprezie!
- Byłyśmy u Monic w zeszłym tygodniu. - przypominam jej.
- Oh... Tak, ale to się nie liczy. Musimy iść do klubu.
- Serio Stell, nie mam ochoty...
Tak naprawdę to bardzo chciałabym pójść... Mam nawet co świętować, dostałam staż, ale boję się gdziekolwiek wyjść, a po zmroku tym bardziej. Jestem po prostu przerażona tym, że istnieje możliwość spotkania tam Zayn'a.
- Oj no proszę Cię! Tylko dzisiaj! Monic też idzie! Obiecałam, że pójdziemy obie. Taki babski wieczór by lepiej się poznać.
- No nie wiem Stell... - w sumie to jakie jest prawdopodobieństwo, że go spotkam? Uhh .. Nie oszukujmy się! Prawdopodobieństwo jest ogromne! Ale przecież nie mogę już do końca życia siedzieć w domu, kiedyś będę musiała stąd wyjść. Zresztą Monic to naprawdę fajna dziewczyna i chciałabym ją bliżej poznać. I oto ja Skayler "nieustępliwa" Green pękłam. Taaak, wyczujcie tą ironię. - Okey, okey. Zgadzam się.
- Aaaa! Dziękuje! Lecę powiedzieć Monic. Wychodzimy za godzinę, więc się szykuj! A Ty! - wskazała na chłopaka nadal siedzącego obok mnie - pomóż jej! Ma wyglądać niesamowicie seksownie.
***
Jesteśmy w tym klubie od dwóch godzin a ja już mam ochotę wrócić do domu. Co prawda świetnie się bawiłam do czasu aż Stella nie upiła się tak, że z Monic musiałyśmy taszczyć ją do taksówki. Stwierdziłyśmy jednak, że my zostaniemy jeszcze trochę, a blondynka wróci do domu taksówką gdzie już czeka na nią Tom. Gdy tylko wróciłyśmy do klubu od razu ruszyłyśmy w kierunku baru.
- Dwa razy Cosmopolitan! - Monic uśmiechnęła się do przystojnego barmana, a ten puścił jej oczko i uśmiechnął się zalotnie.
- Już się robi ślicznotko!
Obie zachichotałyśmy, a Monic posłała mu całusa. Ale z niej flirciara.
- Na koszt firmy moje panie!
- Dziękujemy!
- On ewidentnie na Ciebie leci! Jest niesamowicie przystojny! Weź od niego numer! - zachęcałam moją przyjaciółkę. Od razu było widać jak on na nią patrzy, zresztą nie dziwie się mu; piękny kwiecisty bralet, obcisłe spodenki z wysokim stanem i lity, które wydłużają jej nogi świetnie na niej wyglądały na prawdę zachwycająco.
- Możliwe, że to zrobię. - odpowiedziała i dyskretnie zerknęła w jego stronę. - Mam dość siedzenia! Chodźmy na parkiet! - duszkiem dopiłyśmy nasze drinki by zaraz znaleźć się na środku parkietu.
Znajomi twierdzą, że po alkoholu staję się "napaloną dzikuską" co chyba jest prawdą. Staję się po prostu odważna i nie wiem co to wstyd, a dodając do tego parkiet jestem nie do zatrzymania. Zaczęłam prowokacyjnie poruszać swoim ciałem i już po chwili poczułam obcy dotyk na moich biodrach. Nie przejęłam się tym, bo przecież trzeźwa to ja nie jestem, a poza tym jestem w klubie i moja wewnętrzna dziwka chce się zabawić! Tajemniczy facet za mną zaczął pocierać moją pupą o swoje krocze co niezbyt mi się podoba, ale przecież raz mogę zaszaleć. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie jego ohydny oddech na moim karku i lepkie ręce błądzące po moim ciele. Spróbowała się odsunąć, ale był zbyt silny. Szybko przypomniałam sobie podstawy samoobrony i jednym zwinnym uderzeniem w brzuch uwolniłam się i spokojnym krokiem podeszłam baru i zaczęłam rozglądać się za Monic, ale nigdzie nie mogłam jej dostrzec. Pewnie bawi się w najlepsze. szybko opróżniłam szklankę po kolorowym drinku i ruszyłam w kierunku toalet. Gdy byłam już blisko dostrzegłam Monic przy wyjściu ewakuacyjnym. Szarpała się z jakimś facetem i po chwili zniknęli za drzwiami. Szybko ruszyłam za nimi. Pchnęłam ciężkie drzwi, a zimny wiatr rozwiał moje włosy. Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam ciemną postać przygniatającą Monic do muru. Ruszyłam pewnym krokiem w ich kierunku; słyszałam jak się kłócą, ale nie rozumiałam słów.
- Monic?
Nagle oboje znieruchomieli i spojrzeli w moim kierunku. Podeszłam jeszcze bliżej i wtedy mogłam ujrzeć twarz tego mężczyzny. Był obrzydliwy; łysy i wielki, wyglądał jak typowy bandzior. Myślę, że miał więcej tłuszczu niż mięśni, ale na pewno był silniejszy ode mnie i Monic. Przez jego twarz przechodziła wielka szrama, ciągnęła się od kącika jego szarego oka aż po brodę, ktoś musiał go zranić nożem.
- No proszę, proszę. kogo my tu mamy? Monic przyprowadziła koleżaneczkę. - wykrzywił usta w grymasie, co miało być chyba uśmiechem, ale mu nie wyszło. W jego oczach zobaczyłam niebezpieczny błysk podekscytowania. Zrobił krok w moją stronę, a Monic chwyciła go za ramię.
- Nawet się do niej nie zbliżaj. - syknęła.
- Bo co mi zrobisz księżniczko?
- Jeszcze nie wiem, ale na pewno coś wymyślę.
- Uważaj na słowa maleńka. - dwoma palcami podniósł jej podbródek tak by spojrzała mu w oczy.
- To lepiej Ty uważaj! - splunęła.
- Dość tego! - wymierzył jej cios w policzek, mocno zaciągnęłam się powietrzem, a moja dłoń machinalnie zasłoniła usta. - Mark pilnuj jej, a ja przywitam się z tą ślicznotką.
Nagle za rogu wyszedł mężczyzna cały ubrany na czarno z nożem w dłoni i skierował się w stronę brunetki opartej o ceglany mur. Ten pierwszy pewnym siebie krokiem podszedł do mnie.
- Cześć słodziutka. Jestem Derek. A Ty?
- S-Sky. - wyszeptałam tak cicho, że nie byłam pewna czy w ogóle usłyszał. Była przerażona, ale mój wzrok utkwiony był w jego szarych oczach.
- A więc Sky. Co taka piękna dziewczyna jak Ty robi w takim miejscu jak to? - rozłożył ręce i obrócił się wokoło własnej osi.
Przerażona spojrzałam na Monic, która miała nóż przystawiony do gardła.
- Proszę, zostaw nas. Przecież nic nie zrobiłyśmy.
- Oj kochanie nie ładnie tak ignorować pytania. Zwłaszcza moje.
- Proszę. Przyszłyśmy tylko potańczyć. - powiedziałam, po moim policzku spłynęła pierwsza łza.
- Nie płacz kochanie. Nie masz się czego bać. - kciukiem wytarł tę łzę i zagarnął pasmo moich włosów za ucho - Dam Ci tylko rozkosz. - wyszeptał mi do ucha choć na tyle głośno, żeby usłyszała to Monic i jego kumpel Mark który wciąż trzymał nóż przy gardle mojej przyjaciółki. Derek zaśmiał się głośno, a ja przerażona nie mogłam się ruszyć. Moje łzy spływały już strumieniami po moich policzkach. Zamknęłam oczy i czekałam na to co ma nadejść.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)