piątek, 3 kwietnia 2015

CHAPTER 18



Zayn P.O.V


Siedzę w aucie, które już stoi na linii startu. To właśnie tutaj czuje się najlepiej; na fotelu kierowcy, kiedy wiem, że już za chwile wszystkie moje myśli wyparują i zostanie tylko ta przyjemna adrenalina płynąca w moich żyłach. Obok mnie zaczęły pojawiać się auta moich przeciwników, których szczerze mówiąc mam głęboko w dupie. To ja tu jestem najlepszy, to ja jestem mistrzem. Zaczynam gazować, gdy tylko przed moją maską pojawia się prawie, że rozebrana laska. Staje na środku, a jej wzrok kolejno bada kierowców. Gdy jej spojrzenie pada na mnie uśmiecha się znacząco, a z jej ruchu warg mogę wyczytać, że życzy mi powodzenia. Prycham pod nosem i przerywam nasz kontakt wzrokowy. Pewnie ma nadzieję na spędzeniu tego wieczoru w moim towarzystwie. Niedoczekanie. Nie mam zamiaru pieprzyć jakiejś taniej dziwki kiedy prawdopodobieństwo, że jest zarażona jakimiś chorobami wenerycznymi jest tak wysokie, tym bardziej, że mogę mieć każdą. Prawie każdą. Skyler - ta dziewczyna cholernie mnie irytuje, ale jednocześnie sprawia, że jestem twardy w kilka sekund. Tak bardzo jakbym chciał już się w niej zanurzyć tak dobrze wiem, że to nie przyjdzie mi tak łatwo. Ona jest po prostu taka niewinna, że aż jestem pewien jej dziewictwa, a doskonale wiem, że takie cnotki mimo wszystko bardzo cenią sobie swój wianuszek i nie oddają go byle komu. Ona będzie moja, tylko muszę ją do siebie przekonać. Dzisiaj łatwo poszło, a ona już zaczyna mi ufać i czuć się przy mnie swobodnie. Wracam do rzeczywistości, gdy w powietrzu roznosi się dźwięk odliczania, a gdy flaga trzymana przez rudą opada na ziemię dodaję gazu, szybko ściągając nogę ze sprzęgła ruszając z piskiem opon i już po kilku sekundach jestem na prowadzeniu, a licznik wskazuje 140 km/h. Cały czas manewruję skrzynią biegów tak długo, aż uzyskuje najwyższy z nich. Moje auto cały czas pokazuje, na co je stać. Zaczynają się zakręty, czyli coś, co jest najlepszą częścią wyścigu; częścią bez, której to wszytko nie miałoby sensu. Wchodząc w pierwszy z nich, puszczam na krótko pedał gazu, co powoduje poślizg, ale ja skupiłem się na właściwym kontrolowaniu kierownicy, by nic nie wymknęło się spod mojej kontroli. Jestem we własnym świecie i tylko to się teraz dla mnie liczy. We wstecznym lusterku dostrzegam zbliżającego się Dereka, który siedzi za kierownicą srebrnego BMW. Widząc, że mnie dogania przyśpieszam jeszcze bardziej, ale już po chwili ostro hamuje, gdy przede mną pojawia się następny zakręt. Kurwa! Teraz jest bliżej niż powinien. Mocno zaciskam dłonie na kierownicy i głęboko oddycham powoli się uspokajając. Z łatwością pokonuje przeszkodę, ale na moje nieszczęście to samo robi Derek. Wiem, że ten sukinsyn zawsze gra nieczysto i zrobi wszystko, by mnie pokonać, ale nie w tym życiu. Nagle czuje ostre szarpnięcie i w bocznym lusterku widzę jak ten palant próbuje zepchnąć moje auto, przez co on zyskuje przewagę i wyprzedza mnie tuż przed zakrętem. Kurwa! Nie ma w ogóle takiej opcji, że ten frajer ze mną wygra! Szybko redukuje bieg i znów przyśpieszam. Oboje pokonujemy zakręt, a ja natychmiast staram się go wyprzedzić. Niestety jest mądrzejszy niż wygląda i skutecznie mi to uniemożliwia. Teraz rozpoczyna się najdłuższa prosta, którą muszę wygrać. Derek wykorzystując nie właściwy moment włącza nitro, a ja rozpędzam mojego Nissana do maksimum i z politowaniem kręcę głową. Co za idiota. Właśnie zbliżamy się do ostatniego zakrętu, a on hamuje by otrzymać odpowiednią prędkość. Pokonuje zakręt i na ostatniej już prostej zrównuje się z jego BMW. Pewien tego, że już nie ma szans uśmiecham się złośliwie pod nosem i macham do niego środkowym palcem. Goń się suko! Spodziewając się jego kolejnego ruchu, wcale nie zaskoczyło mnie to, że zjechał w lewo starając się mnie zepchnąć z drogi. Nie ze mną takie numery mój drogi! Szybko wcisnąłem pedał hamulca, powodując, że przejechał on przede mną i z całej siły uderzył tyłem auta w drzewo rosnące przy trasie. Rozpędzam auto, nie zwracając na niego w ogóle uwagi. Takie są skutki grania nie fair, sam się o to prosił. Do końca wyścigu został mi tylko kilometr i już doskonale widzę tych wszystkich ludzi czekających na moment w którym przekroczę linię mety. Dla lepszego efektu i dostarczeniu tym biednym ludziom jakichkolwiek emocji naciskam kciukami dwa przyciski na kierownicy. Od razu czuje jak niewidzialna siła dociska mnie do siedzenia od pasa w górę. Mocno ściskam kierownicę, aby mieć kontrolę nad pędzącym samochodem. Rozpędzony przekraczam linię mety i ostro hamuje zatrzymując pojazd na środku placu. Większość zgromadzonych podbiega do mojego auta, a ja przy akompaniamencie krzyków i oklasków opuszczam je i przyjmuje gratulacje. Tak jest kurwa! Jestem mistrzem i nikt nigdy mi tego nie zabierze! Z cwanym uśmiechem na ustach obracam się dookoła siebie i nawet nie przejmuje się tym że tylni zderzak zaraz mi odpadnie, tylko wzrokiem szukam tej jednej osoby, którą chciałbym mieć przy sobie właśnie w tej chwili. Stoi uśmiechnięta przy murku obok Harry'ego w tej obcisłej sukience i trampkach. Kompletnie tu nie pasuje, ale wcale mnie to nie obchodzi. Jest piękna, taka jaka jest. Na jej twarzy widzę mnóstwo emocji. Począwszy od złości i irytacji, a skończywszy na uldze i radości. Ta dziewczyna jest pełna sprzeczności; jest najbardziej zagadkową osobą jaką poznałem, cały czas kryje w sobie niezliczone tajemnice, a ja chce je poznać. Swobodnym krokiem podchodzę do niej i puszczam oczko, ale ona wzrusza tylko ramionami i kręci głową z niedowierzaniem.

- Jak Ci się podobało Doll?

- W tym właśnie problem Malik. - uśmiechnęła się zuchwale i teraz to ona puszcza mi oczko. Jasna cholera! To naprawdę seksowne! - Nie podobało mi się ani trochę.

-Kłamiesz. Wiem o tym.

- Ah tak? - Uniosła jedną brew i podparła ręce na biodrach. - W takim razie co podobało mi się najbardziej?

- Łatwe pytanie, skarbie. - zbliżyłem się jeszcze bliżej i oplotłem ją ramionami w tali powodując, że ona swoje malutkie dłonie musiała umieścić na moim torsie. Przybliżam swoje usta do jej ucha, a dłonią śledzę linię jej kręgosłupa, dostając w zamian cichy jęk. - Ja.

- Mhm.

- Dobrze, że się zgadzamy Doll. - Delikatny pocałunek, który składam za jej uchem sprawia, że przez jej ciało przechodzi dreszcz, co tylko pobudziło mnie do kontynuowania naszej chwili. Zacząłem zostawiać pojedyncze całusy na całej linii jej szczęki, a ona przeniosła swoje dłonie na mój kark i delikatnie pociągnęła za końcówki.

- Nie chciałbym wam przeszkadzać, czy coś, ale jest impreza u Chad'a.

- Harry.

- No sory stary, ale chyba nie potrzebujecie tej całej widowni, co?

Sky natychmiastowo się ode mnie odsunęła, a ja mam wielką ochotę wypierdolić Harry'emu. Sfrustrowany wzdycham tylko cicho pod nosem i spoglądam na brunetkę, która nerwowo bawi się swoimi palcami, a na jej policzkach widnieje dowód zawstydzenia. Nawet nie wie jak bardzo urocza jest w tej chwili. Jej niewinność jest czymś co rozbraja dosłownie każdego na łopatki. Jest po prostu olśniewająca; jest doskonałym połączeniem słodkiej dziewczynki i seksownej kobiety. Dziewczyna wyczuwając na sobie mój natarczywy wzrok podnosi głowę, a nasze spojrzenia się krzyżują. Zwykłe brązowe, niczym nie wyróżniające się tęczówki świdrują mnie wzrokiem i mam wrażenie jakby była w stanie przejrzeć mnie na wylot. Zwykłe, a jednak niezwykłe.

- Chcesz jechać na tą imprezę? - pytam Sky, a ja mam wrażenie, że Styles zaraz straci oczy przez ten swój wytrzeszcz. W sumie to się mu nie dziwie, nigdy nie pytam nikogo o zdanie, zawsze robię wszystko po swojemu.

- Mi nie zależy, ale jak chcesz to możemy iść.

- Nie chce Cię zmuszać.

- Nie zmuszasz. Wygrałeś, więc w sumie jako nagrodę za dobre sprawowanie możemy iść. - uśmiechnęła się zadziornie, a Harry się zakrztusił.

- Hmm.. Myślę, że jako zwycięzca sam powinienem sobie wybrać nagrodę. Nie sądzisz? - oblizuje usta i unoszę brew licząc, że załapie aluzję i przy okazji ją zawstydzę, ale widocznie jej nie doceniam.

- A ja myślę, że masz za wysokie wymagania. Samo to, że masz okazje spędzić odrobinę swojego czasu z tak wspaniałą osobą jak ja jest wystarczającą nagrodą, więc doceń to co masz.

Szczerze? Nie spodziewałem się tego po niej i Harry chyba też, bo gdy tylko to usłyszał powiedział coś o wodzie i zniknął zostawiając nas samych. Powoli znów się do niej zbliżyłem i uśmiechnąłem się pod nosem co ona odwzajemniła. Chwyciłem jej podbródek w dwa palce i złączyłem nasze spojrzenia.

- Ktoś tu się robi zbyt pewny siebie.

- Tak? Nie zauważyłam, wybacz. - spojrzała na mnie spod swoich długich rzęs i przygryzła tą swoją pełną kuszącą wargę. Jej palec przejechał po moim torsie do samego dołu, zatrzymując się przy pasku. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz przyjemności, a moje oczy zostały przykryte przez powieki.

- Co robisz? - wydusiłem z siebie i kurwa! Zabrzmiałem żałośnie! Jeżeli nie chce mieć problemu niech lepiej przestanie.

Stanęła na palcach i zbliżyła swoje usta do mojego ucha, tym samym maksymalnie się do mnie przysuwając.

- Nie podoba Ci się? - Gdy tylko jej słowa do mnie dotarły poczułem jak moje spodnie robią się ciaśniejsze. Nim zdążyłem się powstrzymać z moich ust uleciał zduszony jęk. Dłużej już nie wytrzymam. Złapałem ją za biodra i szybko posadziłem na niskim murku za nią i stanąłem między jej nogami dociskając swoje biodra do jej. Ustami zaatakowałem jej szyję, całując i przygryzając na zmianę jej czułe miejsce w zamian otrzymując głośny jęk.

- Zayn. - Gdy tylko usłyszałem jak szepcze moje imię stałem się jeszcze twardszy i wiem, że teraz nie ma już odwrotu. - Zayn. Pocałuj mnie wreszcie!

Oderwałem się od jej szyi zostawiając tam gotową malinkę i spojrzałem w jej błyszczące oczy. To, że jestem zaskoczony to mało powiedziane, ale przecież nie będę marudzić. Niemal natychmiast spełniam jej życzenie i wpijam się w jej usta. Smakują tak dobrze. Całuje delikatnie, ale namiętnie. Powoli - delektując się tą chwilą. Wiem, że nie ma co się spieszyć, bo teraz jesteśmy tylko my. Co za cipa się ze mnie zrobiła? Przejechałem językiem po jej dolnej wardze, a ona pozwoliła mi na pogłębienie tego pocałunku. Nasze języki toczą ze sobą bój, ale oczywiście i teraz muszę wygrać i wygrałem. Jej małe dłonie wędrują po mojej klatce sprawiając mi tym ogromną przyjemność. Boże jak ona całuje! Gdybym tylko mógł, to już nigdy nie oderwałbym od niej swoich ust. Odrywa się ode mnie z głośnym westchnieniem i mówi coś co całkowicie zwala mnie z nóg.

- Może odpuścimy sobie tą imprezę? Teraz mam w głowie ciekawsze opcje do wykorzystania. Ty, ja i twoje łóżko.

O kurwa! Nie wierze. Co jest z tą dziewczyną? Sama z siebie nigdy by tak nie postąpiła, przecież ona mnie nienawidzi do jasnej cholery! I tak jak cholernie tego pragnę, to coś mi tutaj nie pasuje i chyba wiem co. Kurwa! Gwałtownie obejmuje jej twarz dłońmi i maksymalnie przybliżam do swojej, ale nie po to by ją pocałować tylko po to by jeszcze raz, ale tym razem bardzo dokładnie przyjrzeć się jej oczom.

- Ja pierdole! Naćpałaś się?!


___________________________________________________________________________________________________________________________________


Oto 18! Cała z perspektywy Zayna! Mam nadzieję, że się wam podobał i zostawicie po sobie komentarz :*

Natt ♥


wtorek, 24 marca 2015

CHAPTER 17


Ten rozdział ma specjalną dedykację dla kogoś kto czekał na ten rozdział bardziej niż ja :)) Dziękuje za to, że jesteś! Tak to dla Ciebie Wiktorio! <3 Dzięki tobie w ogóle wiem, że ktoś to czyta i zależy Wam na nowych rozdziałach! ;*

Sky P.O.V



Siedzę na skórzanej kanapie w salonie Zayna zastanawiając się nad możliwościami ucieczki, gdy on sam znajduje się teraz w kuchni przygotowując nam coś "dobrego" do zjedzenia. Cała droga do tego miejsca minęła nam w ciszy, ale ani trochę nie miało to dla mnie znaczenia. Nie rozumiem tej całej szopki, którą odstawia; nie rozumiem po co to wszytko robi, przecież nie jestem nikim wyjątkowym, czy nawet ważnym, ale za wszelką cenę dowiem się o co w tym wszystkim chodzi. Kuchnia jest tuż za ścianą więc cały czas słysze jak Zayn się po niej krząta. Nie mogę tak tutaj siedzieć! Powoli podnoszę się z kanapy i cicho przechodzę przez salon znajdując się w korytarzu. Jeszcze tylko kawałek, taki malutki i się stąd wydostane! Na samą myśl o wolności przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz, a na mojej twarzy pojawił się idiotyczny uśmiech. Szybko zgarnęłam z wieszaka moją ramoneskę i położyłam dłoń na klamce ciągnąc ją w dół. Mój uśmiech stał się jeszcze szerszy gdy drzwi ustąpiły, a ja stanęłam na korytarzu. Biegiem puściłam się przed siebie i zamiast czekać na windę wybieram schody. Przyśpieszyłam, bo jestem pewna, że chłopak już za chwile zorientuje się, że mnie nie ma, a wtedy nic ze mnie nie zostanie. Szczęśliwa jak chyba jeszcze nigdy dotąd wbiegam do holu i zwalniam by nie rzucać się w oczy. Jestem już tak blisko wyjścia, ale nagle ktoś szarpie mnie za ramię. Przerażona odwracam się myśląc, że Zayn już się zorientował, ale wcale nie zastaję tych miodowych oczu tylko jakieś inne - niebieskie. Koleś nic nie mówiąc szybko przerzucił mnie sobie przez ramię i spokojnym krokiem podszedł do windy i ją przywołał. Świetnie! Nawet nie mam ochoty krzyczeć czy się szarpać, bo doskonale wiem, że to już koniec. Moja głowa sama podsuwa mi coraz to nowe sposoby w jakich mogę zginąć, już za chwilę z rąk Zayna. Atmosfera w windzie jest bardzo napięta, ale facet wcale nie zwraca na to uwagi. Jego wyraz twarzy jest cały czas taki sam - kamienny; niczym Zayn. Jest przystojny, a jego oczy są prawie tak błękitne jak ocean, ale to wszystko to nic w porównaniu do mężczyzny, który siłą mnie tu przywiózł. STOP! Boże Sky ogarnij się! Ten przystojny porywacz za jakieś kilka minut poćwiartuje Cię w swojej kuchni. Drzwi windy otworzyły się na właściwym piętrze, a niebieskooki już po kilku krokach stoi przed drzwiami i bez pukania wchodzi do mieszkania. Rzucił, podkreślam rzucił mnie na kanapę i od razu wyszedł. Boże co ja mam teraz zrobić?! Myśl Sky! Ponownie zrywam się na nogi, ale zanim nawet stawiam pierwszy krok zauważam Zayna opierającego się o framugę drzwi od kuchni. Mierzymy się spojrzeniem, ale już po chwili muszę odwrócić wzrok.

- Chodź. Kolacja na stole.

Co?! Szybko podnoszę głowę, ale jego już nie ma. Żadnych krzyków i rękoczynów? Żadnych awantur? Niepewnie stawiam kroki i wchodzę do białej, przestronnej kuchni, a moje nogi uginają się od przyjemnego zapachu kurczaka. Zayn wyciąga z lodówki czerwone wino podczas gdy ja siadam na wolnym miejscu. Gdy tylko mój kieliszek się zapełnił biorę go do ręki i pociągnęłam długi łyk mrucząc cichutko pod nosem, lecz tą cudowną chwilę niszczy cichutki chichot wylatujący z ust Malika. Zaraz, zaraz. Chichot? Moje oczy podwoiły swoje rozmiary, ale on wcale się tym nie przejął i postawił przede mną talerz z pysznie wyglądającym kurczakiem z warzywami. Moje brwi uniosły się w pytającym geście na co on tylko wzruszył ramionami i zajął miejsce na przeciwko mnie.

- Smacznego. - uśmiechnął się delikatnie, a moje brwi podniosły się jeszcze wyżej - jeśli w ogóle jest to możliwe. Co się stało z tym człowiekiem? Jeszcze kilka godzin temu był gotów mnie zgwałcić, a teraz? Jakby był zupełnie nową osobą. Może choruje na schizofremię?

- Dziękuje. Tobie też. - oddałam mu uśmiech i wzięłam pierwszy kęs. Boże jakie to dobre! Z zamkniętymi oczami rozkoszowałam się smakiem kurczaka na moim języku.

- Smakuje Ci?

- Bardzo. - jestem pewna, że wyglądam jak idiotka tak szczerząc się do niego, ale to najlepszy kurczak jaki w życiu jadłam. - Sam to zrobiłeś? - Potaknął. - Jesteś świetnym kucharzem Zayn. - Albo mi coś dosypał do wina, albo on naprawdę się zarumienił! Co prawda delikatnie, ale zawsze. Uśmiecham się sama do siebie na jego reakcję.

- Dziękuje, Doll.

***

Znów siedzę na kanapie w salonie, ale tym razem nigdzie się nie wybieram. Na wielkim plazmowym telewizorze leci "Batman: Początek", na kolanach stoi miska pełna popcornu, a ramię Zayna oplata moją talię. Nie mam pojęcia jak to się stało, ale podczas obiadu rozmawiało nam się tak swobodnie i komfortowo. Mówiliśmy o różnych tematach poznając się lepiej - ja opowiadałam mu o swoim dzieciństwie, a on o swoim - choć zdradził mi zdecydowanie mniej. Właśnie zaczyna się najlepsza scena, a dzwonek jego telefon rozbrzmiewa w pokoju. Widzę jego zirytowanie na twarzy, gdy tylko dostrzega kto do niego dzwoni, ale i tak odbiera. Udaję, że oglądam dalej, ale w całości skupiam się na tym by usłyszeć cokolwiek, lecz na próżno.

- Czego?... Jestem zajęty, lepiej, żeby to było coś ważnego... Teraz?... Kurwa, okey... Będę za pół godziny... Nie przyjadę sam... Tak, Sky... Zamknij się debilu!... Na razie.

- Coś się stało? Gdzie jedziemy?

- Na wycieczkę. - uśmiechnął się do mnie już kolejny raz tego wieczoru, a ja za każdym razem kiedy to robi czuję przyjemne ciepło i nie mogę tego nie odwzajemnić. - Idź weź szybki prysznic i zaraz wyjeżdżamy.

- Okey. - Sama nie wiem dlaczego, ale zanim wstałam szybko cmoknęłam go w policzek, po czym szybko pognałam do korytarza. Zaraz po obiedzie Zayn pokazał mi swoje mieszkanie, więc nie mam problemu z trafieniem do łazienki. Szybko wiąże włosy na czubku głowy i rozbieram się do naga. Moje mięśnie rozluźniają się gdy gorąca woda spływa po moim ciele. Szybko mydlę się żelem Zayna, bo niestety dziś nie mam czasu na zrelaksowanie się. Po 10 minutach wychodzę z kabiny i wycieram się puszystym ręcznikiem. Uśmiecham się do swojego odbicia, gdy słyszę delikatne pukanie.

- Sky? Przyniosłem Ci ubrania.

Jak mogłam o tym zapomnieć? Powoli podchodzę do drzwi i uchylam.

- Dziękuje. - gdy przejmuje od niego ubrania nasze palce się stykają, a ja znów mogę poczuć to delikatne mrowienie. Odbieram to co mi przyszykował i zatrzaskuje drzwi z rumieńcem na twarzy. Dlaczego tak na niego reaguje? Przecież tak nie powinno być... On jest niebezpiecznym kryminalistą, a nie chłopakiem, którego mogłabym przedstawić rodzicom. Co? O czym ja w ogóle myślę? Nie będzie żadnego wieczorku zapoznawczego. Zrzuciłam z siebie ręcznik i spojrzałam na ubrania, które mi przyniósł. On chyba żartuje. Gdzie my się do jasnej cholery wybieramy? Nawet teraz kiedy jestem taka zła nie potrafię ukryć małego uśmiechu, bo to właśnie TA sukienka; sukienka z naszego pierwszego spotkania i jestem niemal na sto procent pewna, że to nie jest przypadek. Zrezygnowana złapałam za komplet czerwonej bielizny i założyłam na siebie. Jakoś nie jestem specjalnie zaskoczona jej widokiem, ale nie mam zamiaru dawać mu tej satysfakcji i się z nim wykłócać, bo wiem, że to bez sensu, a on tylko by mnie zawstydził rzucając jakieś kąśliwe uwagi. Moje włosy związałam w kucyk na czubku głowy i zrobiłam delikatny makijaż kosmetykami, które przyniósł mi wraz z ubraniami. Wszystko co słyszę wychodząc na korytarz to cisza. Super. Gdzie on jest? Kieruje swoje kroki do salonu, ale Zayna tu nie ma. Nie mam zamiaru go szukać więc siadam na kanapie i zjadam resztki popcornu, który jeszcze został z naszego seansu filmowego.

- Gotowa? - Podnoszę głowę by dostrzec jak zadowolony z siebie uśmiecha się pod nosem. Prycham na ten widok i wstaje, a przechodząc obok niego trącam go ramieniem.

- Gdzie jedziemy?

- Zobaczysz, Doll.

- Ugh.

- Nie denerwuj się tak. Złość piękności szkodzi.

- W takim razie Ty, musiałeś się bardzo dużo złościć. - odgryzam się i mijam go by już przy drzwiach wsunąć na stopy moje krótkie converse. Nawet dobrze, że wielki pan przystojny nie pomyślał o zabraniu jednej z moich par szpilek. - Jedziemy?

- Chodź.

Niespodziewanie łapie mnie za dłoń i splata razem nasze palce. Szok i zdezorientowanie nie pozwalają mi jakkolwiek na to zareagować, dlatego gdy Zayn rusza ja idę za nim jak potulny piesek.


***


- Powiedz mi, że to nie to o czym myślę.

- To właśnie to Doll. Witaj na Death Race.

To miejsce w ogóle nie przypomina tego co pokazują nam na tych wszystkich filmach. Zamiast seksownych dziewczyn z kusząco opalonym i odsłoniętym ciałem; wszędzie pałętały się laski z toną tapety na twarzy i pomarańczową od samoopalacza skórą. Na samą myśl, że to właśnie tutaj spędzę dzisiejszy wieczór po moich plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zayn parkuje na samym środku placu, a jego samochód automatycznie zostaje okrążony przez prawie rozebrane kobiety. Fuj! Brunet szybko wysiada z auta, ale mi nie jest to dane, bo gdy tylko próbuje pociągnąć za klamkę nadchodzi rozczarowanie. Przez przednią szybę widzę jak mój "towarzysz" okrąża auto, a wzrok wszystkich skupiony jest właśnie na nim - faceci zaciskają pięści i rzucają mu gniewne spojrzenia, dziewczyny starają się zwrócić na siebie jego uwagę, ale on jakby niczego nie zauważał stanowczo podchodzi w stronę moich drzwi i otwiera je przede mną wywołując wśród wszystkich niemałe zdziwienie. Z lekkim wahaniem podaje mu dłoń i z jego pomocą opuszczam ciepłe wnętrze auta. Teraz wzrok wszystkich z niego kieruje się na mnie i cała sytuacja się zmienia. Te rozebrane prawie do naga kobiety mordują mnie wzrokiem, gdyż właśnie zniszczyłam ich szanse na szybki numerek z Zaynem, a faceci uśmiechają się zalotnie w moją stronę i puszczają oczka. Prycham pod nosem i zwracam tym na siebie uwagę Zayna. Chłopak widząc niesmak na mojej twarzy rozgląda się i posyła groźne spojrzenia tym wszystkim ludziom. Jego ręka zmienia swoje położenie i już po chwili znika z mojego nadgarstka i opiekuńczo obejmuje mnie w tali przyciągając ,mnie do siebie jak najbliżej i prowadząc nie wiadomo gdzie. Idziemy szybko, a ja wśród tłumu wyłapuje znajomą czuprynę. Błagam no! Nie chcę teraz z nim gadać. Moje wewnętrzne prośby nie zostają jednak wysłuchane i już po chwili stoję oko w oko z Harrym Niebezpiecznym Dupkiem Łamiącym Serca Styles'em.

- Cześć Sky. - Uśmiecha się promiennie, a ja ledwie powstrzymuje się od przewrócenia oczami na widok jego entuzjazmu. Jestem pewna, że gdyby nie to co zrobił Monic byłabym nawet w stanie się z nim zaprzyjaźnić, ale nie teraz, nie z wiedzą, że przez niego jej życiu zagrażało - a może i nadal zagraża - niebezpieczeństwo.

- Taaa, cześć.

- Słuchaj Doll. Teraz zostaniesz tutaj z Harrym i nie ruszysz się nawet o krok, jasne? - Zayn odwrócił mnie do siebie i patrzy prosto w moje oczy szukając w nich potwierdzenia.

- Co? Dlaczego? - Wybucham zszokowana, a moje oczy wyglądają teraz pewnie jak spodki. - A Ty niby gdzie idziesz? Po co mnie tutaj w ogóle zabierałeś skoro zostawiasz mnie z nim? - Ostatnie słowo niemalże wysyczałam, wskazując palcem na zdziwionego Harry'ego.

- Przestań. - Zaczął Zayn przez zaciśnięte zęby. - Zostaniesz z nim i będziesz grzeczna, jasne? Rozejrzyj się skarbie. - Zrobiłam jak kazał. - Widzisz tych wszystkich facetów? - delikatnie potaknęłam na co on kontynuuje - Każdy z nich nienawidzi mnie tak bardzo, że jest w stanie posunąć się nawet do tego by Cię zabrać tylko dlatego, że pojawiłaś się tutaj ze mną. Nie ma znaczenia, że nic dla mnie nie znaczysz. Zabiorą Cię tak czy tak. Więc lepiej słuchaj się Harry'ego i nie odchodź nawet na krok; nawet do pieprzonego kibla. Zrozumiałaś?

- T-tak.

- To dobrze. - Uśmiechnął się delikatnie. - Czas rozpocząć Death Race . Baw się dobrze skarbie.

Zayn jeszcze tylko musnął ustami moje czoło i odszedł z powrotem w stronę swojego auta, zostawiając za sobą tylko zapach perfum zmieszanych z dymem papierosowym.





____________________________________________________________________________________________________________________________________



PRZEPRASZAM, ŻE CZEKALIŚCIE AŻ TYLE, ALE OTO NADCHODZĘ Z NOWYM ROZDZIAŁEM I MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ WAM SPODOBA! DZIĘKUJE KAŻDEJ OSOBIE, KTÓRA POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM ZOSTAWIŁA PO SOBIE KOMENTARZ! NAWET NIE ZDAJECIE SOBIE SPRAWY ILE TO DLA MNIE ZNACZY! PISZĘ TO TYLKO DLA WAS! DZIĘKUJE! <3

Natt ♥

P.S NAPRAWDĘ NIE WIEM KIEDY POJAWI SIĘ NASTĘPNY... :( PRZYKRO MI, ALE JESTEM W KLASIE MATURALNEJ I KONIEC ROKU ZBLIŻA SIĘ NIEUBŁAGANIE, A RAZEM Z NIM MATURA I EGZAMIN ZAWODOWY :( PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO! POSTARAM SIĘ DODAĆ SZYBCIEJ!







poniedziałek, 23 lutego 2015

CHAPTER 16


Przeczytajcie proszę notkę pod rozdziałem! Nie jest długa, ale ważna! xx


Sky P.O.V

- Dziękuje, świetnie się bawiłam. - uśmiechnęłam się szeroko do Toma, podczas gdy stoimy pod wejściem do kamienicy i się żegnamy. Spędziłam z nim naprawdę cudowny wieczór i ani trochę nie żałuje tego, że zgodziłam się z nim dzisiaj wyjść. Nie rozumiem dlaczego wcześniej nie zauważyłam jaki z niego świetny facet, poważnie - nigdy nie patrzyłam na niego jak na kogoś z kim mogłabym być, a raczej jak na przyjaciela. Dzisiaj wszystko się zmieniło; moje oczy w końcu się otworzyły i zobaczyły to co Stella widziała od samego początku.

- Tak. Ja też świetnie się bawiłem. - mówiąc to Tom zrobił jeden krok w moją stronę i złapał mnie za dłoń by spleść nasze palce. Nie wiem dlaczego, ale zarumieniłam się na ten gest i spuściłam głowę. Chłopak natychmiast złapał mój podbródek i dwoma palcami sprawił, że znów mogłam ujrzeć błękit jego oczu. - Mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie wyjście. - Szepnął wprost w moje usta, po czym kolejny już raz tego wieczoru połączył nasze usta w jedność. Całujemy się wolno i zmysłowo, aż brakuje nam tchu. Gdy tylko odrywamy się od siebie, oboje się uśmiechamy.

- Też mam taką nadzieję Tom. - Szybko musnęłam jego usta po raz ostatni. Odwróciła się i weszłam na klatkę; z głupim uśmiechem na twarzy pokonuje stopnie i gdy tylko wchodzę do mieszkania zatrzaskuje za sobą drzwi i z zamkniętymi oczami opieram się o nie. Moja dłoń automatycznie dotyka lekko napuchniętych od pocałunków ust, a ja znów uśmiecham się jak głupia.

- Witaj Doll. - Wystraszona szybko otwieram oczy na dźwięk tego zachrypniętego głosu. Po moim ciele przebiega dreszcz wywołany ciemnością w jego oczach. Ubrany jest jak zwykle na czarno; czarne spodnie, czarny T-shirt i nieodłączna czarna skórzana kurtka. Jego dłonie są mocno zaciśnięte i to właśnie tylko przez ten gest mogę dostrzec w nim jakiekolwiek emocje, ponieważ tak jak zawsze jego twarz nie wyrażała nic. - Gdzie byłaś?

- Co ty tutaj robisz Zayn?

- Nie denerwuj mnie kurwa! - Wydarł się nagle i w kilku szybkich krokach znalazł się przy mnie. Jego zaciśnięta pięść spotkała się z powłoką drzwi, do których mnie przyciskał. Z moich ust wydostał się stłumiony szloch i nawet nie wiem kiedy po moich policzkach zaczęły toczyć się łzy. - Gdzie byłaś?! I nawet nie waż się mnie okłamywać! - Jego pięść ponownie spotkała się z drzwiami, a ja przerażona zamknęłam oczy.

- Byłam z przyjacielem. - wyszeptałam tak cicho, że gdyby nie otaczająca nas z wszystkich stron cisza, to jestem pewna, że by mnie nie usłyszał.

- Ah tak? Więc chcesz mi powiedzieć, że nie byłaś na żadnej pieprzonej randce? Bo wiesz skarbie, przyjaciele nie chodzą na takowe.

- Ja.. - zupełnie nie wiem co powiedzieć. Skąd on to wie? Zresztą co go to w ogóle obchodzi?

- Daruj sobie Doll. Pakuj się. - odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie wyczekująco.

- C-co?

- Dobrze słyszałaś. Pakuj się.

- Nigdzie nie idę. - Powiedziałam niemal od razu, a pewność jaką usłyszałam w moim głosie wprowadziła mnie w niemałe zaskoczenie. Zayn oparł się tylko o ścianę i spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami.

- Jesteś tego pewna? - pokiwałam niepewnie głową, na co on się tylko zadziornie uśmiechnął. - W takim razie sam się tym zajmę.

Od razu zaczęłam krzyczeć, gdy tylko zostałam przewieszona przez jego ramię. Zaczęłam z całej siły się szarpać i uderzać w jego plecy moimi pięściami. Nie jestem cholerną zabawką by mógł mnie tak traktować! Nagle rzucił mnie na łóżko, a ja syknęłam, gdy mój nadgarstek spotkał się z ramą. Zayn w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi i podszedł do mojej szafy, a z góry ściągnął małą walizkę. Otworzył ją i zaczął po kolei wyjmować moje rzeczy z szafy by już po chwili znalazły się one w walizce. On jest nie normalny! Chłopak wrzuca do walizki wszystko co trafi mu w ręce. Nagle przestał i uśmiechnął się zadziornie na widok czegoś w mojej szafie. Gdy tylko wyciągnął z jej wnętrza czerwoną, koronkową i na dodatek skąpą bieliznę szybko wstałam z łóżka i do niego podbiegłam wyrywając mu z rąk moją własność. Podszedł do mnie powoli i swoimi ramionami otoczył moją talię.

- Powinnaś ją dla mnie dzisiaj włożyć skarbie. - wyszeptał mi do ucha, a następnie przygryzł jego płatek. Zaczął składać delikatne pocałunki na linii mojej szczęki i zjeżdżając w dół, aż do mojej szyi. Stałam przed nim jak sparaliżowana, ale gdy zaczął ssać i przygryzać punkt za moim uchem jęknęłam głośno i momentalnie poczułam jak jego usta wyginają się w uśmiechu satysfakcji. Nie przestając całować mojej szyi przeniósł moje dłonie na tył jego karku, a swoimi podniósł mnie do góry; chcąc nie chcąc jestem zmuszona by owinąć nogi wokół niego. Chłopak ze mną na rękach zaczął kierować się ku łóżku. Tym razem z zaskakującą delikatnością położył mnie na nim i zaczął ssać punkt za moim uchem, znów jęknęłam, a moje dłonie samoczynnie pociągnęły za jego włosy. Gdy tylko to zrobiłam usłyszałam cichy pomruk zadowolenia, więc uśmiechnęłam się zwycięsko i ponowiłam gest. Zayn oderwał się od mojej szyi i wpił się w moje usta od razu prosząc o dostęp, którego nie mam zamiaru mu dać; przynajmniej nie od razu. Warknął gardłowo przy moich ustach, gdy tylko zorientował się co robię, ale wiem, że nie podda się tak łatwo. Nagle poczułam jego biodra przy moich, szybko zaciągnęłam się powietrzem czując w jego spodniach wyraźną erekcję. Zayn wykorzystując sytuację wsunął język między moje wargi i pogłębił pocałunek, który błyskawicznie odwzajemniłam. Jego usta na moich stłumiły głośny jęk, który próbował opuścić moje usta gdy tylko zaczął pocierać o siebie nasze krocza. To uczucie jest po prostu nie z tej ziemi. Czuje jak Zayn uśmiecha się przez pocałunek gdy z moich ust próbuje uciec głośny jęk rozkoszy. Nie chcąc, by zaszło to za daleko zaczęłam powoli i delikatnie odpychać go od siebie, ale on nie zwrócił nawet na to uwagi, tylko przeniósł pocałunki na linię mojej szczęki zasysając skórę. Moje ciało znów mnie zdradziło i wygięło się w łuk z tej całej przyjemności, jego usta zaczęły mocniej ssać moje czułe miejsce, a zęby delikatnie przygryzały skórę w tym miejscu. To jest tak cholernie gorące! On jest tak cholernie gorący! Tak bardzo chciałabym to kontynuować, ale nie mogę na to pozwolić . Zebrałam w sobie resztki silnej woli i mocno odepchnęłam go od siebie. Na szczęście w ogóle się tego nie spodziewał i łatwo poszło. Szybko zeszłam z łóżka i stanęłam na środku pokoju obserwując uważnie jego reakcje. Wyraz zdezorientowania na jego twarzy zaczął znikać, a na jego twarzy pojawiła się złość.

- Wracaj tu. - wycedził przez zaciśnięte zęby, a ja stałam nadal na swoim miejscu nie ruszając się nawet o milimetr. - Powiedziałem chodź tu! - teraz już krzyczał. Na ten dźwięk podskoczyłam w miejscu, ale nawet pełna strachu nie mam zamiaru mu ulec. Pokiwałam przecząco głową, na co on tylko roześmiał się głośno. - Uważasz, że masz jakiś wybór Doll? - Szybko podniósł się z mojego łóżka i zaczął stawiać kroki w moim kierunku. Nawet nie zwróciłam uwagi, że podczas, gdy on poruszał się do przodu, ja cofałam się ku ścianie na którą teraz trafiłam. Jest coraz bliżej, a ja nie mam bladego pojęcia co zrobić z tym faktem. Spojrzałam na niego błagalnie i uniosłam ręce w obronnym geście, a on jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zatrzymał się dwa kroki ode mnie. Spojrzałam mu w oczy, by odczytać jakiekolwiek emocje, lecz Zayn jest jakby otoczony grubym murem niepozwalającym na dostrzeżenie czegokolwiek. Nagle szybka zbliża się do mnie i chwyta za zraniony nadgarstek, który zrobił się już cały siny.

- Skąd to masz? - W jego głosie usłyszałam troskę, co wprawiło mnie w niemałe zaskoczenie. Nie chcąc znów wywoływać u niego gniewu odpowiedziałam niemal natychmiast.

- Uderzyłam się.

- Nie gadaj głupot. Nawet ty nie jesteś taka niezdarna. - Powiedział z zadziwiającym spokojem. On jest chyba jakiś bipolarny!

- Kiedy rzuciłeś mnie na łóżko uderzyłam ręką o wezgłowie.

Zamilkł i po raz pierwszy wydawało mi się, że dostrzegłam w jego oczach jakieś emocje - żal i smutek, ale tak jak mówiłam - wydawało mi się. Niespodziewanie wybudził się z transu i wrócił do świata żywych. Szybko wszedł do mojej łazienki już po chwili wychodząc z niej z apteczką w ręce. Pociągnął mnie za zdrowy nadgarstek i posadził na brzegu łóżka, a sam uklęknął przede mną odkładając pudełko po mojej lewej stronie. Z apteczki wyciągnął maść i kawałek bandażu. Gdy tylko jego palce z substancją spotykają się z moją ręką odczuwam ulgę, a z moich ust wychodzi ciche westchnienie. Nie jestem pewna, czy to reakcja na chłód maści, czy jego dotyk. Zayn sprawnie i szybko smaruje stłuczenie i owija je bandażem, po czym jak gdyby nigdy nic sprząta resztę i wynosi apteczkę z powrotem do łazienki. Gdy wraca ja wciąż siedzę otępiała w tym samym miejscu, obserwując jak on pakuje resztę moich rzeczy i zamyka walizkę, podnosząc ją z ziemi i stawiając na kółkach. Wstaje powoli z miejsca wiedząc już, że nie mam innego wyboru jak tylko z nim iść. Podchodzę do niego i łapie za jego wyciągniętą w moim kierunku dłoń, a on od razu splata nasze palce. Szybko wychodzimy z mieszkania, a ja zamykam za nami drzwi. Czuje się jakbym miała deja vu, gdy siedząc w aucie Zayn'a spotykam spojrzeniem wzrok Monic stojącej przed klatką.



_____________________________________________________________________________


Hej :* wiem, że rozdziały są rzadziej niż na początku, ale to nie jest całkowicie uzależnione ode mnie. Jest mi trochę przykro, bo jest was tutaj zdecydowanie mniej i trochę mnie to boli bo wiem, że to moja wina..

Mam pytanie dla tych, którzy jeszcze tutaj zostali. Zastanawiam się nad przeniesieniem "Welcome to hell" na Wattpada (publikuje już tam tą historię, ale chodzi o to by publikować ją tylko tam), ale decyzja należy w 100% do was. Zastanówcie się czy wgl chcecie to jeszcze czytać i proszę dajcie znać w komentarzach xx


#TeamZayn vs #TeamTom ?

Pamiętajcie, że was kocham! <3

bye Natt xx

wtorek, 3 lutego 2015

CHAPTER 15



Harry P.O.V


Stoję na balkonie i wypalam już kolejnego z rzędu papierosa myśląc o tym co spotkało mnie w moim życiu. Co prawda nie było one usłane różami, ale też nie było takie straszne jak można by było się spodziewać. Podejrzewam, że moje dzieciństwo, jakoś bardzo nie różniło się od dzieciństwa przypadkowego gościa spotkanego na ulicy. Miałem swoich kumpli z którymi chodziłem na boisko grać w piłkę, czy chodzić do sąsiada i podglądać go w jego własnym domu, ale po jednym takim incydencie odechciało nam się już przychodzić. Mało który jedenastoletni chłopiec chciałby widzieć swojego starego sąsiada z jakąś młoda laską w nie dwuznacznej sytuacji. Na samo wspomnienie po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Boże jak głupia musiała być ta laska by puścić się z gościem, który spokojnie mógłby być jej ojcem. Mimo tego,że miałem pełną rodzinę czułem się jakbym był sam. Ojciec był w wojsku, a matka ciągle pracowała. Tylko Gemma zawsze przy mnie była; starała się jak tylko mogła by zapewnić mi to czego wtedy potrzebowałem. Nie była to kasa na słodycze czy kino; tylko miłość. Wtedy najbardziej potrzebowałem uczucia bezpieczeństwa i tego, że jestem kochany, jak nigdy wcześniej odczuwałem tą samotność wokół mnie. Jako nastolatek byłem po prostu nie do zniesienia. Cały czas pakowałem się w jakieś kłopoty. Gemma jako dobra starsza siostra próbowała mnie z tego wyciągnąć, no właśnie próbowała. W tym okresie był we mnie sam gniew. Bylem zły na rodziców za to, że nigdy ich nie interesowałem, za to, że mieli mnie dosłownie w dupie kiedy próbowałem się im przypodobać i nawet wtedy, gdy pakowałem się w problemy z policją, zdawali się mnie nie zauważać. Gdy już któryś raz z rzędu wylądowałem na komisariacie i po raz kolejny odebrała mnie z niego Gemma dałem już sobie spokój z tym by zwrócić na siebie ich uwagę. Gemma jako starsza siostra wiele razy próbowała przeciągnąć mnie na tą dobrą stronę. No właśnie - próbowała. Pewnego dnia nadszedł ten dzień, gdy mnie zostawiła. Nie, nie umarła, ale czasami tak właśnie się czułem - jakby umarła. Bo mnie zostawiła. Nie widziałem jej irytującej twarzy, ani nie słyszałem jej głupiego głosu mówiącego mi jak bardzo jestem do bani. I dopiero wtedy, kiedy poszła na te cholerne studia zrozumiałem jak wiele dla mnie znaczyła; nadal znaczy. Tak bardzo za nią tęskniłem, bo tylko ona się mną interesowała; tylko ją obchodziło to co ze sobą robiłem. Ale wszystko się zmieniło. Od czasu nich osiemnastych urodzin nie widziałem jej, ani razu. Równo z ukończeniem przeze mnie pełnoletności wyniosłem się z domu i zamieszkałem tutaj w Londynie. Początki nie były kolorowe, ale dość szybko poznałem Zayn'a, który mi pomógł; zaoferował dach nad głową i prace. Niekoniecznie taka o jakiej zawsze marzyłem, ale wtedy to była jedyną opcja. Niczego w życiu nigdy nie żałowałem i nie żałuję. Gdy tylko o tym pomyślałem w mojej głowie ukazał się obraz Monic. Jednak jest jedną rzecz, której żałuję tak cholernie mocno. Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu pozwoliłem jej odejść, ale wtedy wydawało mi się, że to najlepsza opcja. Cały czas groziło jej przy mnie niebezpieczeństwo,a ja nie mogłem przecież pozwolić na to by stała się jej jakaś krzywda. To ona pokazała mi świat w cieplejszych kolorach. To od niej dostałem to czego tak bardzo potrzebowałem w dzieciństwie. Pokochała mnie. Pokochała takim jaki jestem. Nigdy nie oczekiwała ode mnie więcej niż mogłem dać. Zawsze wspierała mnie w moich decyzjach, nieważne jak głupie były - ona zawsze przy mnie była. Spuściłem głowę w dół i pokręciłem nią zrezygnowany. Jak mogłem być tak głupi by pozwolić odejść najlepszej części mojego życia? Najlepszej części mnie samego? Nie potrafię już dłużej bez niej wytrzymać. Nienawidzę budzić się rano bez niej i nie witać jej pocałunkiem. Nienawidzę tego, że nie możemy jak normalna para usiąść na kanapie i przytulając się obejrzeć jakąś beznadziejną komedie romantyczną, na której moja dziewczyna się rozpłacze, a ja wykorzystując sytuacje zetre jej łzy z policzków i słodko ucałuje jej usta, by następnie znów mocno przyciągnąć ją do siebie i nie puszczać tak długo jak mi na to pozwoli. Nawet nie wiem kiedy po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Kurwa! Wszedłem z powrotem do środka i chwyciłem wazon z komody, który od razu wylądował na ścianie. Musze ją odzyskać. Nie mogę tak dłużej, potrzebuje jej tu i teraz; blisko mnie. Szybko przeszedłem przez salon i ruszyłem do drzwi. Założyłem kurtkę, a z komody zgarnąłem klucze i telefon. Zamknąłem za sobą drzwi i zbiegiem po schodach na parter. Wyszedłem na zimne londyńskie powietrze i odblokowując samochód przekraczam ulice. Szybko wsiadam do auta i zapinam pas. Przekręcam kluczyk w stacyjka i wyjeżdżam na ulicę kierując się w bardzo dobrze znanym sobie kierunku. Jadę szybko, ale wciąż niewystarczająco by zadowolić samego siebie. Moje zaciśnięte w pięści dłonie mocno uderzają o kierownicę gdy tylko zauważam korek, ciągnący się tak daleko, że nie jestem w stanie dojrzeć jego końca.

- Kurwa!

Dlaczego dzisiaj? Dlaczego teraz kiedy w końcu postanowiłem wziąć się w garść i odzyskać cały mój świat? Czas leci bardzo wolno, a ja już powoli tracę cierpliwość. Poruszam się żółwim tempem ledwo przejeżdżając jedna ulice w ciągu 37 minut. Jak tak dalej pójdzie to nigdy tam nie dotrę. Zauważając zjazd na parking natychmiast decyduje się zaparkować i resztę drogi pokonać pieszo. Od razu znajduje wolne miejsce u opuszczając samochód zamykam go i szybkim tempem zmierzam do mojego celu. Gdy do przejścia zostaje mi już tylko przecznica dopadają mnie wątpliwości. Monic już ostatnio nie chciała ze mną rozmawiać, nie nam zielonego pojęcia co powinienem jej powiedzieć tym razem, jeśli oczywiście w ogóle będzie chciała mnie wysłuchać. We frustracji pociągnąłem za moje włosy co tylko wywołało fale wspomnień. Przymknąłem oczy, a w mojej głowie natychmiast ujrzałem Monic z palcami wplątanymi w moje włosy, podczas gdy ja dawałem jej rozkosz. Szybko otworzyłem oczy i gwałtownie pokręciłem głową na boki. Nie mam teraz czasu na moje fantazjowanie. Przyspieszam kroku, a gdy już jestem pod jej kamienicą moje dłonie zaczynają się trząść. Gdy już zamierzam przekroczyć ulice pod klatkę podjeżdża niebieski mustang, a z wnętrza wysiada zasrany Welsch.

Moje dłonie znów zacisnęły się w pięści. Szybko schowałem się w bocznej uliczce by mnie nie zauważył i ze spokojem zacząłem obserwować jak szybko kończy papierosa i poprawia włosy przeglądając się w szybie swojego auta. Co jest? Szybko wkroczył do klatki by chwile później wyjść z niej z ogromnym uśmiechem na twarzy i seksownie ubraną Sky przy boku. Wygląda serio fantastycznie, ale nie o to chodzi. Co on odpierdala? Co oni odpierdalają? Przecież doskonale wiedzą, że ona należy do Zayn'a. Kurwa dlaczego musiałem to widzieć? To krzyżuje moje plany. Kurwa! Szybko wyciągnąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.

- Co jest? - Usłyszałem niemal natychmiast. Wiem, że muszę mu to powiedzieć, ale kurwa no, lubie ją, a ona jest w stanie pomóc mi w odzyskaniu Monic. - Harry?

- Jestem, jestem.

- No to co chcesz? Jestem trochę zajęty.

Westchnęłam cicho i dwoma palcami ścisnąłem czubek nosa obserwując jak Tom otwiera przed nią drzwi pasażera.

- Welsch właśnie zabiera Sky na randkę. - Powiedziałem to szybko, byleby mieć to już za sobą.

- Co kurwa? - Nie odpowiedziałem, bo to oczywiste, że wyżył by się na mnie. W tle słyszę jak rzuca przedmiotami i jestem pewien, że telefon poleciał jako pierwszy. - Skąd wiesz? - Usłyszałem gdy tylko się uspokoił na tyle by znów się odezwać.

- Właśnie ich widzę. Odjeżdżają spod kamienicy.

- Jedź za nimi!

- Nie mam auta Zayn.

- Jak to nie masz? I co Ty tam właściwie robisz?

- Na drodze był korek, więc postanowiłem, że resztę drogi przejdę pieszo. Chciałem zobaczyć się z Monic.

- Z Monic? Po co do kurwy?

- Chce ją odzyskać. Musze ją odzyskać.

- Rób co chcesz. Dzięki za cynka.

- Jasne.

Gdy tylko się rozłączyłem drzwi kamienicy znów się otworzyły, a przez nie wyszła dziewczyna mojego życia w towarzystwie przyjaciółki Sky. Wyglądały niesamowicie i już od razu wiem dokąd zmierzają. Wsiadły do taksówki, która nie wiadomo kiedy się tu znalazła i odjechały znikając za zakrętem. Razem ze znikającą taksówką zniknęły moje dzisiejsze szanse na odzyskanie Monic. Jedno jest pewne. Nie poddam się tak łatwo.


Sky P.O.V


Już od godziny jestem z Tom'em na kolacji w cudownej restauracji. Jedzenie jest tutaj cudowne, a obsługa bardzo miła. Cały czas na mojej twarzy widnieje głupi uśmiech. Uwielbiam spędzać czas z Tom'em i nic tego nie zmieni.

- Smakowało Ci?

- Bardzo. Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś. - Uśmiechnęłam się do niego, a on zawołał kelnera.

- Chcesz coś jeszcze? - Zapytał się kiedy kelner stanął już przy naszym stoliku.

- Nie.

- W takim razie poprosimy o rachunek. - Zwrócił się do kelnera, a ten tylko się uśmiechnął i powiedział, że zaraz wróci. - Masz może ochotę na spacer Sky?

- Jasne. To świetny pomysł.

Gdy tylko kelner wrócił z rachunkiem, a Tom go wyregulował ubraliśmy się i wyszliśmy na chłodne powietrze Londynu. Na przeciwko restauracji jest park do którego właśnie teraz zmierzamy. Nagle Tom złapał mnie za rękę i splótł nasze palce, ale nie to jest najdziwniejsze, lecz to, że uśmiechnęłam się na ten gest i nie wyrwałam dłoni. Idziemy bez słowa już jakiś czas, ale wcale mi to nie przeszkadza. Cisza z nim nigdy nie jest dziwna czy krępująca, lecz wygodna.

- Usiądziemy na chwile? - Zapytał mnie nagle i nie czekając na moją odpowiedź pociągnął mnie do najbliższej ławki. Gdy tylko usiedliśmy obok siebie mimowolnie podniosłam głowę w górę, by ujrzeć cudownie rozgwieżdżone niebo. Mój wzrok nie potrafi dostrzec ani jednej, choć najmniejszej chmury, która miałaby burzyć ten ład i porządek. Patrząc tak w niebo, poczułam jak Tom obejmuje mnie ramieniem na co spoglądam na niego i uśmiecham się delikatnie. Ostrożnie kładę głowę na jego ramieniu, a on pewniejszy, że go nie odepchnę, wzmacnia uścisk i opiera podbródek na mojej głowie.

- Dziękuje.

Słyszę nagle z jego ust na co podnoszę głowę i patrzę w jego oczy, które błyszczą równie pięknie jak gwiazdy na niebie. Skonsternowana marszczę brwi i patrzę na niego wyczekująco. Tom zauważając moje spojrzenie szybko mówi dalej.

- Dziękuje, za to, że zgodziłaś się dzisiaj ze mną wyjść. Świetnie się bawiłem.

- Ja też. Ten wieczór jest cudowny.

Nagle poczułam jak sztywnieje pode mną, czymś zdecydowanie zdenerwowany. Znów kieruje na niego swój wzrok i dostrzegam ten wyraz twarzy kiedy ma ochotę coś z siebie wyrzucić, kiedy nie ma już siły trzymać czegoś w sobie.

- Sky?

- Tak?

- Muszę Ci coś powiedzieć.

- Okey. Tom mam się bać? Zaczynasz mnie przerażać.

- Nie. Po prostu, tak jak bardzo chcę Ci to w końcu powiedzieć, tak bardzo boję się tego jak na to zareagujesz. - Wstał szybko z ławki, a swoje dłonie wplątał w kruczoczarne włosy i pociągnął za końce. To musi być coś poważnego. Tom żadko jest taki zdenerwowany, a zwłaszcza przy mnie.

- Hej. Tom. - Również wstałam z ławki i podchodząc do niego, chwyciłam go za ramię. - Przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.

Spojrzał na mnie, a w jego oczach ujrzałam niepewność. Teraz to już sama nie wiem, czy chcę dowiedzieć się co go dręczy, ale teraz już za późno na zmianę zdania. Tom nagle złapał dłońmi za moje policzki i przyciąga moją twarz do swojej, łącząc nasze usta w delikatnym pocałunku. Przez chwilę nie mam pojęcia co się dzieję, ale pod wpływem impulsu odwzajemniam pocałunek, który z każdą sekundą staje się coraz bardziej namiętny. Nie wiem jak długo trwa nasza chwila rozkoszy, ale gdy tylko odrywamy się od siebie z ciężkim oddechem, Tom opiera swoje czoło o moje. Nie mam pojęcia dlaczego odwzajemniłam ten pocałunek, skoro Tom jest tylko moim przyjacielem. Nie wiem jak to teraz będzie, ale nie żałuje tego co się przed chwilą stało. Choć nigdy nie myślałam o nim inaczej jak o przyjacielu to czuję, że ten pocałunek coś zmienił.

- Lubię Cię Sky. Tak cholernie bardzo.

Uśmiecham się i staję na palcach, by po raz kolejny złączyć nasze usta w czułym pocałunku.

- Ja też Cię lubię wielki.



__________________________________________________________________________



Przepraszam, że tak późno, ale miałam teraz mnóstwo obowiązków. Wiecie przecież, że 3 tygodnie mnie nie było w szkole, bo byłam na praktykach i teraz muszę wszystko gonić. wiem, że pewnie was to nie interesuje, ale mimo wszystko przepraszam. Dziękuje tym którzy nadal tutaj są bo to wszystko dla was :**

Zapraszam na Welcome to hell na wattpadzie! Dodałam zakładkę w Menu.

Szczerze to jestem ciut rozczarowana ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Myślałam że był dobry, ale widocznie się myliłam...

Mam nadzieję że ten jest wystarczająco dobry by otrzymać od każdego komentarz xx

Kocham Was!

Natt ♥

niedziela, 11 stycznia 2015

CHAPTER 14



Sky P.O.V


Obudziło mnie uporczywe walenie do drzwi, kurde no! Co się dzieję? Przewróciłam się na brzuch i jęknęłam niezadowolona w poduszkę. Budzik pokazuje 6.30. Ugh.. Kto normalny o tej godzinie nie śpi?! Ociężale podniosłam się z wygodnego i ciepłego łóżka i w zdecydowanie za dużej czarnej koszulce Arctic Monkeys zmusiłam się by pójść i otworzyć drzwi dla nieproszonego gościa. Gdy tylko wyszłam na korytarz ktoś znów zaczął się dobijać do drzwi.

- Spokojnie! Już idę przecież!

Szurając nogami podeszłam do drzwi i spojrzałam przez wizjer, gdzie nikogo nie zobaczyłam. Kurde jak jakieś dzieciaki robią sobie żarty o tej godzinie to nie wytrzymam. Odkluczyłam drzwi i z wahaniem je otworzyłam. Wyszłam na korytarz i się rozejrzałam, ale nikogo nie wypatrzyłam. Odwróciłam się i już miałam wchodzić do mieszkania, ale moją uwagę przyciąga śnieżnobiała koperta leżąca na mojej wycieraczce. Szybko schyliłam się i ją podniosłam zauważając, że oprócz mojego imienia napisanego schludnym pismem nie ma na niej ani grama więcej czarnego tuszu. Nieco skonsternowana otworzyłam kopertę, w której znajdowała się tylko mała kartka z jednym zdaniem.

Na twoim miejscu uważałbym na tyły.

xx

Wypuściłam kartkę i kopertę z dłoni i szybko odwróciłam się uderzając o czyjąś klatkę piersiową. Podniosłam wzrok i ujrzałam karmelowe spojrzenie Zayn'a. Jego dłonie powędrowały na moje biodra, podczas gdy swoje ułożyłam na jego torsie. Ma na sobie biały T-shirt przez który prześwitywały jego tatuaże. Moje palce automatycznie zaczęły obrysowywać kontury tych pięknych malunków. Moje ciało rozluźnia się pod jego spojrzeniem i dotykiem. Nie wiem dlaczego, ale w jego ramionach czuję się bezpiecznie. Tak wiem, że to nieźle pokręcone, ale ja nic na to nie poradzę; tak jest i koniec. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i już miałam coś powiedzieć gdy uścisk jego dłoni na moich biodrach się zwiększył. Syknęłam cicho z bólu na co on się tylko zaśmiał.

- Witaj Doll. Coś nie tak? - Uśmiechnął się promiennie, a w jego oczach tańczyły iskierki dziecięcej wesołości i podekscytowania.

- Za mocno ściskasz. Boli. - powiedziałam z bólem słyszalnym w moim głosie.

- Oh. To? - Uśmiech nie schodził z jego pięknej twarzy, a dłonie jeszcze bardziej się zacisnęły.

- Zayn! To boli! Przestań! - kilka łez spłynęło po mojej twarzy, podczas gdy on tylko się bezczelnie śmiał z tym typowym dla siebie kamiennym wyrazem twarzy.

- Wybacz skarbie. Może wejdziemy do środka? - Puścił moje biodra, ale w zamian mocno złapał za mój nadgarstek. Szybko pociągnął mnie za sobą z powrotem do mojego mieszkania i gdy tylko przekroczyliśmy próg zatrzasnął za nami drzwi i przyparł mnie do nich. Jedną dłonią przytrzymuje obie moje ręce nad moją głową, drugą natomiast przyciąga moje biodra do swoich. Od razu mogę poczuć lekkie wybrzuszenie w jego jeansach. Spojrzał mi w oczy, ale nic nie powiedział. Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę, a ja oprócz pożądania w jego oczach nie mogłam nic więcej zobaczyć. Przywarł swoimi ustami do mojej szyi i zaczął ją przygryzać i ssać. Mocno. Na pewno zostanie mi po tym ślad.

- Tęskniłem. - Powiedział przy mojej szyi, a jego ciepły oddech wywołał dreszcz przechodzący przez całe moje ciało.

- Ja też Zayn.

Nagle puścił moje nadgarstki i znów przeniósł swoją dłoń na moje biodro. Moje dłonie automatycznie powędrowały do jego ciemnych włosów wplątując się w nie i mocno ciągnąc za końce, zyskując tym jego głośny jęk. Chcąc by spojrzał mi w oczy zrobiłam to znowu. Gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały mój puls przyśpieszył. Zerknęłam na jego pełne i seksowne usta, przygryzając dolną wargę, na co natychmiastowo usłyszałam mruknięcie.

- Nie rób tak. - Zaprotestował.

- Dlaczego? - znów to zrobiłam, ale dodałam tego jeszcze mój niewinny wzrok i zatrzepotałam rzęsami.

- Bo sam chciałbym to zrobić. - Jęknął gardłowo, gdy znów pociągnęłam go za włosy powodując, że odchylił swoją głowę do tyłu. Stanęłam na palcach i przybliżyłam swoje usta do jego ucha.

- Więc to zrób. - Szepnęłam i uwodzicielsko przygryzłam płatek jego ucha. Jęknął gardłowo i mocniej złapał mnie za biodra przyszpilając do drzwi zachłannie mnie pocałował. Całował mnie namiętnie i z pasją, a ja z żarliwością oddawałam tą pieszczotę. Nagle przeniósł swoje dłonie na mój tyłek i mocno go ścisnął, a ja jęknęłam głośno w jego usta dając mu tym samym do nich dostęp. Nasze języki poruszały się w zgodnym tempie sprawiając, że nasze pocałunki stały się jeszcze bardziej namiętne. Chwycił mnie za uda, a ja podskoczyłam i owinęłam nogi wokół jego pasa. Szybko skierował się w stronę mojej sypialni i gdy już w niej byliśmy rzucił mnie na łóżko Uśmiechnęłam się seksownie do niego i podczas gdy on zaczął zdejmować już swoje spodnie ja zdjęłam koszulkę zostając w samej czarnej koronkowej bieliźnie. Gdy Zayn został w samych bokserkach spojrzał na mnie i przygryzł wargę.

- Jesteś taka seksowna. - Wspiął się na łóżko i zawisnął nade mną. Zaczął zostawiać na mojej skórze pojedyncze mokre pocałunki schodząc coraz niżej. - Nawet nie wiesz jak bardzo Cię teraz pragnę. - Wymruczał w moją skórę i na dowód potarł swoim kroczem moje. Głośno wciągnęłam powietrze i jęknęłam pod wpływem jego dotyku. Nagle wstał i zaczął się z powrotem ubierać. On chyba nie zamierza mnie tu tak zostawić?!

- Zayn? Co Ty robisz? - Zero odzewu - Zayn?! Zayn do cholery!

Nagle obraz zaczął mi się zamazywać i wszystko zaczęło znikać. Co się dzieję?!





- Sky? Wstawaj śpiochu!

Co? Nie, nie, nie. Chyba sobie ze mnie żartujecie! Jęknęłam głośno i już pewna, że to był tylko sen przewróciłam się na drugi bok i nakryłam głowę poduszką.

- Sky, skarbie już czas wstawać.

- Kurde Tom! Proszę Cie. Daj mi jeszcze pospać.

- Skarbie dobrze wiesz, że choć bardzo Cię kocham to nie mogę tego zrobić.

- Ugh..

- Mam śniadanie. - powiedział z pewnością w głosie bo doskonale wiedział, że to mnie przekona.

- A co zrobiłeś? - usiadłam i wysoko podniosłam brwi czekając na odpowiedź.

- Mała. Znasz mnie, a ja znam ciebie. Doskonale wiem, że uwielbiasz moje gofry na śniadanie. - uśmiechnął się zawadiacko i wzruszył ramionami.


- Z czym? - uśmiechnęłam się podstępnie, bo już wiem, że mam dzisiaj zagwarantowane królewskie śniadanie.

- Z tym co zawsze mała. - Tom lekko wzruszył ramionami i kiwnął głową na znak, że mam już się ruszyć.

- Kocham Cię Tom. Wiesz o tym prawda? - posłałam mu promienny uśmiech i uniosłam jedną ze swoich wydepilowanych brwi do góry.

- Jasne, że wiem. Inaczej bym tego nie robił. Dalej mała, idziemy. - zrobiłam minę zbitego szczeniaczka i popatrzyłam na mojego przyjaciela z błaganiem w oczach. Ujrzałam przerażenie, ale także rozbawienie w jego oczach, gdy tylko zdał sobie sprawę o co mi chodzi.

- Poważnie? Sky, ile ty masz lat? - zaśmiał się głośno i pokręcił z niedowierzaniem głową, lecz ruszył w moim kierunku. Gdy tylko stanął przy łóżku odwrócił się do mnie tyłem, ja szczęśliwa jak małe dziecko, które otrzymało swoją wymarzoną zabawkę zachichotałam pod nosem i wskoczyłam mu na plecy. - Uhg! Chyba powinnaś odstawić czekoladę. - Jęknął pod moim ciężarem, ale ja doskonale wiem, że tylko się ze mnie zgrywa. Wyszedł z pokoju i skierował się do kuchni.

- Też tak uważasz? - powiedziałam smutno, a on natychmiast zareagował i zatrzymał się w połowie korytarza.

- Sky? Coś się stało? Ktoś Cie zranił? - pytania wystrzeliły z jego ust niczym kule z karabinu maszynowego. Właśnie załączył się opiekuńczy Tom. Tom, mój obrońca i bohater. Za to najbardziej go kocham. Zawsze stanie po mojej stronie, broniąc mnie swoim ciałem. Jest najlepszym przyjacielem, nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego. A co mi tam. Pomęczę go troszkę za to, że śmiał stwierdzić, że jestem gruba.

- To nic takiego Tom. - westchnęłam sztucznie, z trudem powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. Natychmiast zrzucił mnie z swoich pleców i odwrócił się do mnie twarzą. Był wyraźnie zdenerwowany, a mnie zaczęły dopadać wyrzuty sumienia, za ten głupi żart z mojej strony. Nie chciałam, żeby aż tak się zdenerwował; chciałam się tylko z nim troszkę podroczyć. Spojrzał mi głęboko w oczy, a ja mogłam dostrzec w jego oczach ten niebezpieczny błysk. Doskonale wiedziałam, że już jest gotowy się ubrać i pójść prosto do osoby, która mnie zraniła. Czasami naprawdę przesadzał ze swoją opiekuńczością względem mnie. On chyba nie rozumie, że jestem już dużą dziewczynką i potrafię sama zadbać o siebie.

- Nie denerwuj mnie Sky. Kto Ci tak powiedział? - warknął, a jego oczy z krystalicznie niebieskich zrobiły się granatowe. To nie pierwszy raz kiedy coś takiego ma miejsce, ale ta sytuacja jest głęboko zakleszczona w moim umyśle i nie mam zamiaru jej wspominać. To już zamknięty rozdział w moim życiu i za nic w świecie nie pozwolę na powtórkę z rozrywki tym bardziej teraz kiedy już jest w porządku. Cofnęłam się lekko przestraszona, a Tom widząc to sam się wystraszył. - Sky? Nie bój się mnie. Przecież dobrze wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził mała. Nie chciałem Cię wystraszyć. Przepraszam.

- Okey, Tom. Już w porządku. To moja wina. Nikt mnie nie zranił, ani nic. Tak tylko powiedziałam, żeby się z Tobą podroczyć. Zdenerwowałam się trochę bo nazwałeś mnie grubasem. - zachichotałam nerwowo pod nosem by spróbować rozluźnić napiętą atmosferę.

- Przepraszam. Powinnaś wiedzieć, że wcale tak nie myślę. - spojrzał mi głęboko w oczy, a mnie aż się zakręciło w głowie od błękitu jego tęczówek. - Dla mnie jesteś idealna.

Zarumieniłam się i aby to ukryć spuściłam głowę, a moje kasztanowe włosy zasłoniły mi twarz.

- Dziękuje. - szepnęłam cichutko i palcami zaczęłam miętolić róg mojej koszulki. Zawsze to robię gdy się denerwuje lub gdy ktoś mnie zawstydzi; to już taki mój tik. Usłyszałam śmiech Tom'a więc niepewnie podniosłam głowę i spojrzałam na jego rozpromienioną twarz.

- Mała, musisz się nauczyć przyjmować komplementy. Jesteś piękna. Pamiętaj o tym.

Tom szybko pociągnął mnie za rękę i poprowadził do kuchni. A tak, śniadanie. Szybko zgarnęłam z blatu swój talerz z jedzeniem i ruszyłam do salonu na kanapę. Usiadłam i włączyłam telewizje, zostawiając na kanale muzycznym, gdzie akurat śpiewał dla mnie Ed Sheeran. Uwielbiam go a jego piosenki są po prostu świetne. Tom zajął miejsce obok mnie, a na stoliku postawił dwa kubki parującej herbaty. Gdy ja pałaszowałam moje gofry Tom wiercił się na miejscu obok mnie. Ewidentnie coś go dręczyło, tylko, że nie mam pojęcia o co może chodzić.

- Tom?

- Tak? - popatrzył na mnie, ale nawet na chwilę nie przestał się wiercić.

- O co chodzi?

- O nic. O co miałoby chodzić?

- Słuchaj Tom, nie jestem głupia, widzę, że coś się dzieje. Chodzi o wczoraj? - Natychmiast się wyprostował, a ja powtórzyłam ten ruch. Talerz z moim niedokończonym śniadaniem odstawiłam na stolik i obróciłam się twarzą do chłopaka. Uniosłam wyczekująco brwi, a on westchnął głośno i ponownie na mnie spojrzał.

- Słuchaj Sky. To nic takiego, po prostu wpadłem wczoraj wieczorem na kilku pijanych gości, którzy szukali zaczepki. Nic mi nie jest, ale po prostu proszę Cię, nie chodź nigdzie sama okey? Nie chcę, aby tobie się coś stało. Obiecaj mi, że będziesz uważać i gdy tylko, gdzieś będziesz chciała wyjść zabierzesz ze sobą Stellę lub Monic. Okey? Obiecaj mi to. - Chwycił mnie za dłoń i spojrzał mi prosto w oczy, a po moim ciele przeszedł dreszcz. Nie mogę mu tego przecież obiecać. Mam swoje życie i nie mogę żyć jak zamknięta w klatce, a nie będę przecież wszędzie ciągnąć za sobą dziewczyn. Ale jego wzrok, był taki przepełniony strachem i troską o moje bezpieczeństwo, po prostu nie mogę mu tego nie obiecać. Jestem w kropce; nie mogę postąpić wbrew sobie, ale nie mogę też ignorować troski mojego przyjaciela. Doskonale wiem, że tu jest niebezpiecznie, przecież sama już doznałam tego wszystkiego. Spotkałam już Zayn'a co gorszego może mnie jeszcze spotkać? Przecież całowałam się z pieprzonym szefem gangu! Mam tylko nadzieję, że Tom się o tym nie dowie. Muszę podjąć jakąś decyzję, tylko nie mam zielonego pojęcia jaką.

- Przepraszam Tom. Nie mogę ci tego obiecać, ale obiecuje, że się postaram okey?

Spojrzał na mnie niepewnie, ale przytaknął ciesząc się z tego co mu zaproponowałam. Myślę, że wie, że jestem na tyle bystra by nie pakować się w żadne tarapaty.

- Okey. Tyle mi wystarczy. Muszę Ci jeszcze podziękować za to, że wczoraj się mną zajęłaś. - uśmiechnął się do mnie promiennie, a ja odwzajemniłam to takim samym uśmiechem. Od razu poczułam jak te napięcie wokół nas znika. - Zapraszam Cię dzisiaj na kolacje i nie przyjmuję odmowy.

Uśmiechnęłam się promiennie i potaknęłam głową. Co mi szkodzi raz z nim wyjść? To tylko czysto przyjacielskie spotkanie. Zjemy coś dobrego, będziemy się śmiać i być może pójdziemy na spacer. To cudowna wizja by spędzić ten wieczór. Albo to, albo siedzenie na kanapie przed telewizorem.

- Chętnie się z Tobą wybiorę.

- To dobrze. Teraz wybacz, ale będę się już zbierać. Przyjadę po Ciebie o 20.

- Okey.

Tom z uśmiechem na ustach wstał z kanapy i ruszył w stronę korytarza. Poszłam za nim i gdy on zakładał swoją skórzaną kurtkę ja oparłam się o ścianę i go obserwowałam.

- No to do zobaczenia wieczorem. - Znów promiennie się uśmiechnął i podszedł do mnie by zostawić długi pocałunek na moim czole. Po chwili się odsunął i pociągnął za klamkę tym samym otwierając drzwi. - Pa mała.

- Pa wielki.



____________________________________________________________________________________________________________________________________



Hej :* Przepraszam, że tyle kazałam wam czekać na nowy rozdział, ale jestem już w Hiszpanii na tych praktykach co wam kiedyś pisałam. :)) Mam nadzieję, że się nie gniewacie :* dziękuje wszystkim tym, którzy skomentowali poprzedni rozdział. To dla mnie naprawdę wiele. Mam nadzieję, że następny będzie szybciej, ale nie mogę wam tego obiecać :* wybaczcie <3 dziękuje wam za wszystkie głosy jakie oddaliście na Welcome to hell w głosowaniu na Blog Miesiąca. :) No cóż nie udało nam się zwyciężyć, ale się tym nie załamuje, bo wiem, że jesteście tu dla mnie i dla tego opowiadania bez względu, czy coś wygram, czy nie. :)) Kocham was :* Znów zostałam nominowana do Liebster Awards, ale tym razem, niestety nie wezmę udziału z powodu braku czasu. Dziękuje za wszystkie wyświetlenia! Jesteście niesamowici! <3 I ponawiam moje pytanie bo ostatnio nikt na nie nie odpowiedział: Czy mam zacząć publikować Welcome to hell na Wattpadzie?

Proszę napiszcie co o tym sądzicie :* wiecie, że bardzo liczę się z waszym zdaniem . <3

Jeśli chcesz być informowana o nowym rozdziale odsyłam do zakładki informowani. :*

Komentujcie !

bye Natt ♥