Zayn P.O.V
Strzał. Jeden, drugi i jeszcze trzeci. Tylko tutaj w ostatnim czasie potrafię się zrelaksować. W powietrzu czuć tylko smród wilgoci, a na drugim końcu pomieszczenia właśnie przebiegł szczur, ale odkąd Harry postanowił na nowo starać się o Monic i stał się na powrót straszną cipą po prostu przestało mi się podobać jego towarzystwo. Znów strzelam i doskonale wiem, że i ten pocisk trafia prosto w klatkę piersiową namalowaną na tarczy. Nawet towarzyszący temu huk nie robi już na mnie najmniejszego wrażenia. Moje życie to jebana rutyna! Mam dość powtarzającego się w kółko i w kółko tego samego schematu - wstaję, opierdalam się, kładę spać; żadnych imprez czy większych akcji... Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz kogoś zabiłem! Odkładam spluwę z pustym już magazynkiem na półkę i kieruje swoje marne dupsko ku wyjściu z piwnicy siedziby gangu. Od nieszczęsnej sytuacji na wyścigach dwa miesiące temu nie miałem również kontaktu ze Skyler. Cały czas mam ją na oku, z czego ona oczywiście nie zdaje sobie sprawy, co muszę przyznać wprowadza odrobinę rozrywki do mojego życia. Równo z początkiem października rozpoczęła studenckie życie i trochę mnie to niepokoi. Nie żebym się o nią troszczył czy coś, ale nadal jest mi potrzebna; mój plan się bez niej nie powiedzie. Brunetka ostatnio cały swój czas poświęca swojej dziwnej przyjaciółce, co w sumie niezmiernie mnie cieszy, bo z tego powodu ma mniej czasu dla tego kutasa Welscha, który nie przestaje się przy niej kręcić. Doprowadza mnie on do szału, ale przecież nie zabiję go od tak, chociaż chyba nawet nie ma sensu ukrywać, że sprawiło by mi to czystą przyjemność. Pokonując ostatnie stopnie uśmiecham się złowieszczo sam do siebie na wyobrażenie jego martwego ciała w szkarłatnej kałuży krwi wraz z dziurą postrzałową pośrodku czoła spoczywającego u moich stóp. Kurwa chyba serio potrzebuje zrobić coś ze swoim życiem, a powszechnie wiadomo, że zaczyna się od małych rzeczy. Szybko przekroczyłem próg salonu, z jedną myślą w głowie.
- Kto chce się dziś zabawić?
***
Duchota, głośna muzyka, kolorowe światła i do tego swąd alkoholu. Nie trzeba mówić nic więcej, by wiedzieć gdzie właśnie się znajduję. Klub Seven to jeden z najpopularniejszych w tym mieście i z dumą muszę przyznać, że należy tylko i wyłącznie do mnie. O tak, to wspaniałe uczucie co dzień rano budzić się z pieprzoną świadomością, że wszystko czego pragniesz jest tuż na wyciągnięcie ręki; że całe miasto jest Ci całkowicie podporządkowane. W tym momencie siedzę samotnie przy ciemnym, drewnianym barze ze szklanką whisky w dłoni i obserwuje jak moi kumple robią z siebie idiotów przed praktycznie nagimi laskami. Boże, czy Ty to widzisz?! Przecież one są tak brzydkie, że już chyba bardziej być nie mogą... Może to właśnie dlatego rozbierają się niemal całkowicie? Być może to ich sposób na zaciągnięcie naiwnych debili do łóżka? Są takie zdesperowane i żałosne... Nie powiem, mnie też się nieraz zdarzyło wykorzystać taką sytuację, ale to była już ostateczność. Osobiście wole podejmować wyzwania. Przecież nie rzecz w tym by złapać królicza, lecz by go gonić. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko lepiej smakuje gdy się o to walczy dłużej. To dokładnie tak jak z grą wstępną - im gorętsza tym spełnienie jest mocniejsze. Uśmiecham się pod nosem i wracam myślami z powrotem na ziemie, a mój wzrok automatycznie pada na grupkę moich kumpli, którzy właśnie oddalają się w towarzystwie tych "pięknych" pań w stronę toalet. Zrezygnowany kręcę głową i jednym łykiem zeruje drinka jednocześnie podnosząc się ze stołka. Gdy już zacząłem kierować się ku wyjściu ewakuacyjnemu, by w spokoju dostarczyć płucom potrzebnej nikotyny, jakaś dziwna siła nakazała mi bym się zatrzymał i rozejrzał po przepełnionej ludźmi sali. Kurwa, o co chodzi? To głupie uczucie, że coś jest nie tak zaraz rozszarpie mnie od środka. Starając się je ignorować ruszam przed siebie, ale uczucie zamiast znikać tylko się pogłębia. Teraz to już serio nie wiem co jest grane... Szybki obrót o 180°, jedno spojrzenie w tłum i od razu znam odpowiedź na to pytanie. Jej długie nogi opięte przez cholernie ciasne spodnie i ta niesamowicie seksowna bluzeczka odkrywająca jej płaski opalony brzuch zdecydowanie wystarcza bym dłużej zatrzymał wzrok na jej niesamowicie krągłych kształtach. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie podnieciła mnie tak jak ona, praktycznie nic nie robiąc. Swoje długie lśniące włosy zostawiła naturalnie proste, a ja po prostu uwielbiam to jak wygląda w tej wersji. Na jej twarzy właśnie wykwitł ten promienny uśmiech, a jej oczy zabłysły w tej samej chwili w której obok niej pojawił się pieprzony Tom. Bezwarunkowo zacisnąłem swoje dłonie w pięści, a ochota na papierosa nagle wyparowała. Niespodziewanie Skyler odpycha się od baru i rusza w tłum tańczących ludzi, zostawiając tym samym tego palanta samego. To moja szansa. Szybko idę za nią, starając się nie stracić jej z oczu. Dość sukcesywnie przebijam się przez tłum, aż w końcu doganiam dziewczynę, łapię ją za dłoń i ciągnę tak, że wpada prosto w moje ramiona. Zaskoczona szybko lustruje mnie wzrokiem i gdy już ma się odezwać po prostu ją całuje. Smak jej ust na moich jest tak samo dobry jak ostatnio. Choć minęło już sporo czasu od naszego poprzedniego spotkania to cały czas pamiętałem jak cudownie miękkie miała wargi. Nic się nie zmieniło. I choć na początku wcale nie oddała pieszczoty, to teraz nasze usta poruszają się synchronicznie. Nasze języki ocierające się o siebie to jedno z najlepszych uczuć jakie dotąd przeżyłem. Jeszcze nikt nigdy nie sprawił, że moim ciałem wstrząsnął tak potężny dreszcz. Chce jej. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie, jeśli to w ogóle możliwe. Cały czas nie przestaję całować jej pełnych ust, a ona z żarliwością oddaje każdy z moich pocałunków. Gdy brak już nam tlenu odrywamy się od siebie, a ja opieram swoje czoło o jej.
-Hej.
-Hej.
Nagle Skyler zaczyna chichotać, a ja po prostu nie mogę się powstrzymać od dołączenia do niej.
- Niezłe powitanie Zayn. Gdzie się tyle podziewałeś, huh?
Jezusie, jej uśmiech dosłownie powala na kolana.
- Tu i tam. - Wzruszam od niechcenia ramionami i ciaśniej obejmuje ją w talii. - Tęskniłaś Doll?
- Nic a nic. - odpowiada z zadziornym uśmieszkiem, a ja po prostu nie mam pojęcia co ona ze mną wyprawia.
Witam Was - mam nadzieję - z powrotem! Rozdziały od teraz będą się pojawiały właśnie w mniej więcej takiej długości i na pewno nie będą one super często, ale mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza (?) Dajcie znać ilu Was tu jest!
Natt xx
P.S Nie wiem kogo informować, więc wpiszcie się ponownie na listę informowanych w odpowiedniej zakładce bądź pod tym rozdziałem.