Monic P.O.V
- 'Cause if you want to keep me,
you gotta gotta gotta gotta got to love me harder
And if you really need me,
you gotta gotta gotta gotta got to love me harder
Baby love me harder.
Kurde, no. Trzy godziny na nic! Staram się jak mogę, ale nic z tego - nie potrafię jej dokończyć. Mam w sobie jakąś blokadę, coś co nie pozwala mi na ukończenie tej piosenki. Kiedyś nie musiałam martwić się o coś takiego; coś tak absurdalnego. Muzyka od zawsze była ogromną częścią mojego życia, a pisanie było moją odskocznią; nadal jest, ale to już nie to samo. Moje życie to wielka porażka. Nigdy nic mi nie wychodziło, zawsze na swojej drodze napotykałam przeszkody, zawsze pod górkę i w takich właśnie chwilach miałam tylko to - muzykę. Pamiętam jak byłam mała, a mama śpiewała mi do snu. To zawsze była ta sama kołysanka, a ja do dzisiaj pamiętam jej tekst. Na samo wspomnienie tej cudownej kobiety na mojej twarzy pojawia się uśmiech, a po policzku toczy się łza; samotna łza tęsknoty za najważniejszą osobą w moim życiu. Myśląc o niej dopisuje kolejny wers śmiejąc się do siebie. Jak to jest, że mama zawsze znajdzie sposób by pomóc swojemu dziecku?
Moje palce ponownie wędrują na czarno-białe klawisze i wygrywają już kolejny raz tą samą melodie. Gdy śpiewam widzę jej twarz. Jest taka piękna, zawsze uśmiechnięta - wieczna optymistka. Zawsze skora do pomocy nawet dla obcych. Nigdy nie znałam tak bardzo bezinteresownej osoby. Śpiewam kolejne wersy, a jej twarz zanika i pojawia się inna. Więcej łez płynie po moich policzkach na wspomnienie jego uśmiechu. Kiedyś tak bardzo sobie bliscy, dziś prawie jak nieznajomi... Chociaż czuje jak wewnątrz umieram bez niego; bez jego dotyku, głosu, a nawet zapachu perfum to wiem, że to co było już nigdy nie wróci.
Nie może.
Zostawił mnie i choć nie rozumiałam powodu naszego rozstania to teraz doskonale wiem czym się kierował - chciał mnie chronić. Bezpieczeństwo. Jedno słowo, a ma tyle znaczeń. Każdy z nas rozumie to pojęcie na swój własny sposób i każdy posiada swoje prywatne miejsce, gdzie to bezpieczeństwo odczuwa - ja czułam je przy nim; w jego ramionach, ale on tego nie potrafił pojąć. Czasami chciałabym znów poczuć się kochaną i potrzebną, chciałabym czuć ciepło oplatających mnie jego ramion i krótkich pocałunków na dobranoc i dzień dobry, ale tak jest lepiej - dla nas obojga. Wiem, że najlepszą opcją dla mnie byłoby o nim zapomnieć, ale nie potrafię, a wręcz nie chce tego robić - wyobrażać sobie jak to by było, gdybym nigdy go nie spotkała, gdyby wcale nie zniszczył mojego ulubionego sweterka, jakbym nigdy miała się w nim nie zakochać. Wspomnienia tak bardzo bolą. Czuje jak rozrywają moje już złamane serce na jeszcze mniejsze kawałeczki, ale w głębi duszy wiem, że tak miało być i wiem, że nie żałuje ani chwili spędzonej razem. Nie wyobrażam sobie życia bez tych bolesnych wspomnień, bo wbrew wszystkiemu to jedyna pamiątka po najwspanialszym okresie jego trwania. I jestem pewna, że bez nich czułabym się niekompletnie. Nawet nie zwracam uwagi, gdy kończę piosenkę, a za oknem słońce powoli zaczyna kłaniać się ku ziemi. Szybko zbieram swoje rzeczy i opuszczam salę muzyczną, a zaraz potem uczelnię. Pierwsze co czuje po wyjściu z budynku to przeszywające zimno, które już prawie wcale mnie nie zaskakuje - choć mamy początek sierpnia. Jestem amerykanką, dlatego bardzo ciężko było mi się pogodzić z utratą słońca, które o tej porze roku pozwalało mi na noszenie krótkich spodenek i kąpiel w kalifornijskim morzu. Przeniosłam się tutaj, bo tam nie widziałam już dla siebie żadnej przyszłości; moje życie nieźle się pokomplikowało w tamtym okresie mojego życia i nic mnie już tam nie zatrzymywało, więc postanowiłam spakować wszystkie swoje manatki i zacząć studiować tutaj to, co przynosi mi najwięcej szczęścia - muzyka. Pamiętam jak bardzo cieszyłam się z mojego nowego startu; jaka byłam wniebowzięta wizją "lepszej" przyszłości, a przynajmniej miałam nadzieję, że taką się ona okaże.
Ciaśniej opatulam się moim szalikiem i kieruje się ku mojemu mieszkaniu. Przechodząc obok Starbucksa automatycznie spoglądam przez okno i dostrzegam znajomą twarz o której tyle dzisiaj rozmyślałam, staję w miejscu i z ciekawością przenoszę wzrok na jego towarzyszkę. Czuje delikatne ukłucie w klatce piersiowej dostrzegając piękną brunetkę uśmiechającą się do niego zalotnie i już wiem, że nic tu po mnie. Nawet nie wiem dlaczego się zatrzymałam, ale muszę wyglądać okropnie głupio stojąc na środku chodnika wgapiając się w tą dziewczynę. Nagle chyba wyczuwa, że ktoś się jej przygląda i spogląda prosto w moje oczy. Spanikowana nie wiem co zrobić, gdy jej zapewne wypielęgnowana dłoń dotyka jego ramienia. Po chwili Harry ze zmarszczonymi brwiami zaczyna się rozglądać, a gdy jego wzrok ląduje na mnie wiem, że już za późno na zostanie niezauważoną. Szybko odwracam od nich wzrok i ruszam w dalszą drogę. Przyśpieszam, gdy słyszę za sobą nawoływania mojego imienia. Jest już blisko - czuję jego obecność tuż za mną.
- Monic, poczekaj. - Słysze jego błagalny głos i w tym samym momencie czuję szarpnięcie powodujące, że teraz stoję do niego przodem. Nie mogę spojrzeć mu w oczy, nie po tym jak zaledwie pół godziny temu przywoływałam w wspomnieniach jego twarz. Nie chcę. Wpatruję się w jego tors nie podnosząc wzroku i czekam na ciąg dalszy naszego nieplanowanego spotkania. - Spójrz na mnie, proszę...
- Nie mogę Harry.
- Co? Dlaczego? Błagam Cię Monic...
- Nie mogę. Po prostu nie potrafię...
- Moon.
Na sam dźwięk tego przezwiska moje usta wygięły się w uśmiechu. To tak idiotyczne, że aż śmieszne. Ale to właśnie cali my... Niepewnie podniosłam wzrok i ujrzałam ulgę w jego zielonych oczach i to, że stoi tutaj w samej koszulce.
- Oszalałeś?! Będziesz chory!
Nawet nie zareagował na mój krzyk tylko promiennie się uśmiechnął. Tak bardzo chciałabym wiedzieć o czym myśli w tym momencie.
- Nie jest mi zimno.
- Tak, a ja jestem Madonna.
- Nie. Ty jesteś Moon.
- Wolę być Madonną niż jakimś Księżycem.
- Pogadajmy...
Westchnęłam głośno i niepewnie potaknęłam. Znam go na tyle dobrze i doskonale wiem, że nie podda się tak łatwo.
- Gdzie masz samochód?
- Niedaleko kawiarni.
- W takim razie chodź. Pojedziemy do mnie.
***
- Rozgość się, a ja w tym czasie zaparzę nam herbaty.
Oddychaj. To nic takiego, przecież on tylko siedzi na twojej kanapie - nic, co nie działo się wcześniej. Wdech i wydech. Wdech i wydech. Ciężko wypuszczam powietrze z płuc i z szafki nad moją głową wyciągam dwa kubki. Gdy tylko nastawiona przeze mnie woda się gotuje, zaparzam herbatę i zmierzam w kierunku salonu. Dobrze wiem, że kiedyś to i tak musiało nastąpić. Uśmiecham się do faceta siedzącego na mojej kanapie, podaję mu jeden z kubków i siadam na fotelu obok. Nie mogę ryzykować by między nami doszło do jakiegokolwiek zbliżenia. Nie jesteśmy już razem i nie będziemy...
- Słuchaj, jeśli chodzi o tą dziewczynę to ja jej w ogóle nie znam. Przysięgam. Poszedłem na kawę bo wiedziałem, że zawsze przechodzisz tamtędy w drodze do domu, a ja po prostu czułem taką cholerną potrzebę by Cie zobaczyć, rozumiesz? Ona najzwyczajniej w świecie wykorzystała sytuacje kiedy siedziałem sam i się dosiadła! Starałem się ją spławić, ale ona nie potrafiła odpuścić! Wiem, że powinienem bardziej się starać, ale przepraszam Monic! Tak bardzo przepraszam. Błagam powiedz, że mi wierzysz.
Harry patrzy na mnie z bólem w oczach, a ja siedzie całkowicie zszokowana. Bądźmy szczerzy - to nie to co spodziewałam się usłyszeć. Cisza między trwa i trwa, a ja chyba zapomniałam jak należy posługiwać się mową! Atmosfera jest coraz bardziej napięta i gdy chcę już przerwać tą nieszczęsną i dokuczliwą ciszę on zaczyna swój kolejny monolog.
- Błagam Monic. Kocham Cię i nigdy nie przestałem. Kocham Cię tak cholernie mocno, że to, aż boli. Nie potrafię bez ciebie żyć, potrzebuje Cię byś po prostu była. Bez Ciebie jestem nikim; jestem wrakiem człowieka. Każdy dzień ze świadomością, że zniszczyłem jedyną dobrą rzecz w moim życiu niszczy mnie od środka... Błagam nie każ mi znów odchodzić. Wiem, że nawaliłem po całości i wiem, że zasłużyłem by cierpieć bez ciebie, ale proszę o jeszcze jedną szanse, a już nigdy Cię nie zranię; będę tym kogo potrzebujesz, tym na kogo zasługujesz. Błagam.
Nawet nie wiem kiedy to się stało, ale moje policzki są całe są mokre od łez; niechcianych łez. Z mojego gardła ucieka zduszony szloch gdy patrze na mężczyznę mojego życia teraz klęczącego przede mną na kolanach. Tak bardzo jak pragnę by było między nami tak jak kiedyś, to nie mogę znów dopuścić do złamania mego serca. Zaczęłam energicznie kręcić głową i szybko wstałam z fotela by być jak najdalej od niego. Teraz to po jego policzkach zaczęły toczyć się łzy, a ja nabrałam ochoty by podejść, zetrzeć je z jego pięknej twarzy i przytulić się mocno do tego złamanego mężczyzny.
- Nie mogę. - wyszeptałam - Po prostu nie mogę. Przykro mi.
- Nie rób mi tego...
- Czego Harry?
- Nie łam mi serca.
- Cóż ty się ostatnio nie wahałeś. - Mój głos załamał się na końcu, a on wstał na równe nogi, ale nie odważył się postawić chociaż jednego kroku w moim kierunku. - Nie pamiętasz już jak to ja płaszczyłam się przed tobą i błagałam byś mnie nie zostawiał?! Jak bardzo wtedy złamałeś moje serce?!
- Dobrze wiesz, że to nie tak! Doskonale zdajesz sobie sprawę, dlaczego to zrobiłem! Wiesz, że moje serce też wtedy rozpadło się na małe kawałeczki, ale zrobiłem to dla Ciebie! Dla twojego bezpieczeństwa! Więc nie waż się porównywać do siebie tych dwóch sytuacji, bo są zupełnie różne!
- Co?! Ty chyba sobie żartujesz! Nic nie rozumiesz! To przy tobie czułam się do cholery bezpiecznie! Wiedziałam, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić - ufałam Ci! Ale widocznie to był mój największy błąd, bo to Ty skrzywdziłeś mnie najbardziej...
Teraz łzy spływały już strumieniami po mojej twarzy, ale wcale nie mam zamiaru się tym ani odrobinę przejąć. Chłopak patrzy na mnie przez chwile po czym szepcze ciche "przepraszam" i wychodzi mocno trzaskając drzwiami. Słysze jak demoluje korytarz, ale nie mam odwagi by wyjść i cokolwiek z tym zrobić. Nadal stoję w miejscu gdy wszystko cichnie, a ja zaniepokojona wciąż wpatruje się w drzwi. Nagle gwałtownie się otwierają i nawet nie spostrzegam kiedy Harry znów zjawia się przy mnie, a po chwili zachłannie całuje moje usta, które od zawsze należały do niego. Robi to niechlujnie, ale z niesamowitą czułością. Nie mam siły na protestowanie więc szybko odwzajemniam każdy z jego pocałunków wyczuwając słony posmak naszych zmieszanych łez przypominających o tym wszystkim co tutaj zaszło. Wbrew pozorom wcale mi to nie przeszkadza i choć rozum mówi stop to serce bije mocniej za każdym razem, gdy jego język ociera się o mój. Przecież miłość rządzi się swoimi prawami.
___________________________________________________________________________________________________________________________________
No cóż, chyba nie powiem nic innego jak PRZEPRASZAM! Strasznie mi głupio, że aż tyle musieliście czekać, ale mam nadzieję, że jeszcze tutaj jesteście i zrozumiecie, że maj to miesiąc matur, a ja chciałam w miarę dobrze się do nich przygotować :) W tym tygodniu czeka mnie ostatni egzamin i postaram się wrócić do formy! NICZEGO NIE OBIECUJE! Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał bo mnie wyjątkowo tak XD chciałam wam trochę rozjaśnić sytuację między nimi i chyba mi się udało, co?
Błagam o komentarze :* wiem, że wam się nie chce, ale proszę! <3
Myślę, że mogę na was liczyć ;*
Bye Natt xx